RECENZJA #133: The Tallest Man On Earth – There’s No Leaving Now (2012)

Tak naprawdę to najwyższym człowiekiem świata on nie jest, a wręcz przeciwnie – 1,70 metra nie pozwala mu nawet zapisać się na choćby końcówkę listy najwyższych ludzi. Ale przecież o to chodzi, że muzyk może być kim chce – Kristian Matsson uznał, że ma ochotę się podpisywać jako The Tallest Man On Earth i już. Skracając po krótce jego działalność, ten szwedzki artysta wcześniej znany był z bycia wokalistą w indie-kapeli Montezumas, aż wreszcie w 2006 roku postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i zająć się solową karierą. Na koncie ma już porównania do samego Boba Dylana, cztery płyty i piąty album w drodze. Dziś zajmę się jego trzecim wydawnictwem – There’s No Leaving Now.

The Tallest Man On Earth raczej nie zaskakuje obranym kierunkiem i nadal zajmuje się tworzeniem muzyki folkowej. Przy okazji wydania jednak tej płyty wspomniał, że nie chce tworzyć czegoś, co brzmi jak muzyka rockowego zespołu, ale też nie jest bardzo minimalistyczne. Rzeczywiście, jego poprzednie wydania wykazywały się większą skromnością, ale i na There’s No Leaving Now nie przesadza. Rozpoczyna ciepłym, bardzo prostym To Just Grow Away, a potem przechodzi do Revelation Blues o zabarwieniu lo-fi. Do tego gatunku powraca też w Little Brother, czy cichym Criminals.  

Artysta sprawia też czasami wrażenie jakby inspirował się country – takie odczucia towarzyszą przy słuchaniu akustycznego Wind and Walls. Sporo na tym krążku utworów opartych właśnie na gitarze: pozytywne Leading Me Now, podobne, ale o wiele bardziej energiczne 1904, czy najmniej mnie przekonujące On Every Page. O wiele bardziej lubię na tym krążku nieco bardziej melancholijne momenty. Miłą odmianą jest takie There’s No Leaving Now, gdzie struny gitary zostają zastąpione klawiszami pianina. Nadaje to nagraniu smutniejszego wyrazu. Brawa też dla samego wokalisty, który przekazał tu sporo emocji wyśpiewując tytułowe słowa. Nieźle przedstawia się także spokojne, naturalne Bright Lanterns. 

Słuchając The Tallest Man On Earth nie mam ochoty niszczyć głośników, ale ta muzyka pozostawia mi wiele do życzenia. Pomijając fakt, że muzyk nie prezentuje tutaj nic odkrywczego, jest to po prostu jednostajne i mało ciekawe. Co więcej – nie ma tutaj wielkiej rewolucji pomiędzy There’s No Leaving Now a poprzednimi wydawnictwami tego piosenkarza. Dlatego brakuje mi w jego twórczości odwagi i rozwoju. Choć nie twierdzę, że  kompozycje na tym albumie nie są przyjemne, co więcej, nie przeszkadzałaby mi któraś z nich w mojej playliście, muszę przyznać, że trzecia płyta Kristiana Matssona nie uczyniła ze mnie jego fanki. []

Sprawdź: There’s No Leaving Now, Bright Lanterns, Criminals

1 Komentarz

Dodaj komentarz