RECENZJA #138: Miley Cyrus – Bangerz (2013)

Jej debiutancki album, Meet Miley Cyrus został wydany w połączeniu z soundtrackiem Hannah Montana 2. Nic dziwnego, że od samego początku Miley Cyrus była utożsamiana z graną przez siebie postacią piosenkarki-idolki nastolatek. Pierwsze solowe kroki stawiała na pop-rockowej ścieżce, a więc kompozycje wydawane pod prawdziwym nazwiskiem z łatwością też zadowalały fanki serialowej gwiazdy. Pierwszy raz wokalistka podjęła próby postawienia granicy między sobą a disneyowskimi produkcjami za sprawą wydanego w 2010 roku albumu Can’t Be Tamed, z okładki którego patrzy na nas istna buntowniczka – w rzeczywistości jednak wcale nie znajdziemy tam ciężkich brzmień, lecz głównie elektroniczne dźwięki. Mimo wszystko chyba mało kto spodziewał się tak drastycznej zmiany wizerunku, jaka nastąpiła wraz z erą Bangerz. Ale czy faktycznie wraz ze wzrostem liczby skandali spadła jakość muzyki?

Słowo „banger” kojarzy się z piosenką wyrazistą, skoczną, szlagierem, do którego można się poruszyć. Rzeczywiście popowe, często typowo imprezowe utwory dominują na Bangerz, ale krążek otwiera całkiem ładna, elektroniczna ballada Adore You. Zdziwiło mnie zresztą, że dwa na trzy single promujące to wydawnictwo są balladami. Poza tą wspomnianą, słuchaczy zachęcić miało jeszcze wzniosłe, choć dla mnie mało ciekawe Wrecking Ball, które przez swój teledysk nie przeszło bez echa. Zdecydowanie jednak wolę te dwie kompozycje od dość nudnego We Can’t Stop, które jednak i tak granicy kiczu raczej nie przekracza.

Nie uważam właściwie, by nad czwartym longplayem Miley Cyrus można było się załamywać z powodu tandety. Fakt, że znajdą się pewne wyjątki: mam tu na myśli przede wszystkim oparte na nieprzemawiającym do mnie EDM-bicie Do My Thang, czy podobnym do niego, katującym wręcz uszy Someone Else. Brzmieniem nie zachwyca także Maybe You’re Right. Na szczęście jednak wokalistka przygotowała trochę wyrazistych numerów.

Co uważam za zaletę tej płyty? Miley pokusiła się momentami o połączenie klasycznych elementów z nowoczesnym wydźwiękiem. Za efekt takich eksperymentów uznać można naprawdę udane 4×4, w którym piosenkarce towarzyszy raper Nelly – utwór wydaje się być ukłonem w stronę gatunku, który artystce zawsze był bliski: mowa oczywiście o country. Co ciekawe, produkcją zajął się tu Pharell Williams, spod którego ręki wyszło również przyjemne, utrzymane w tonie funk-popu #GETITRIGHT. Lubię także będące w pewnym sensie wokalnym popisem Cyrus FU, udowadniające, że z EDM też da się zrobić ciekawe rzeczy. Duet z Big SeanLove Money Party można uznać za kicz – ja jednak uważam, że to hipnotyzujący banger z krwi i kości, którego refren został wyprodukowany w ciekawy sposób. Mniej przepadam za mocno elektronicznym SMS (Bangerz), w którym udzieliła się sama Britney Spears. Da się też posłuchać Drive, choć w pamięci nie zostaje. Fanom Adore You z pewnością przypadnie do gustu  rozpoczęte akustycznie My Darlin’, choć chętnie wyrzuciłabym z niego kilka partii wykonanych przez Future.

Bangerz miało być płytą przebojową – i taką właśnie jest. To nie najlepsze, co dostaliśmy od Miley Cyrus – zważywszy na to, że dwa lata później zaskoczyła wszystkich eksperymentalnym Miley Cyrus & Her Dead Petz, a w 2017 roku powróciła do brzmień folkowych za sprawą Younger Now. Mimo wszystko myślę, że to wcale też nie najgorsze, co mogłoby się stać. Z pewnością chętniej słucham tej piosenkarki w klimacie elektronicznego, dobrze wyprodukowanego popu, niż gdy próbuje robić z siebie pseudo-gwiazdę rocka, dodając do prostych melodii gitary elektrycznej. []

Sprawdź: 4×4, #GETITRIGHT, FU

 

3 Komentarze

  • Niesamowicie szybko o tym albumie zapomniałam. Za bardzo była pyskata na tej płycie. Dodatkowo wydawało mi się zawsze, że odgrywała rolę takiej bad girl. Wolę Miley w alternatywnym wydaniu.

    Nowy wpis na https://the-rockferry.pl/

  • Całkiem lubiłam tę płytę, przyjemnie się jej słuchało. Najbardziej podobało mi się FU, rewelacyjny numer.
    Zapraszam na nowy wpis i pozdrawiam 🙂

  • To jest wersja Miley, która wywołuje u mnie w grymas na twarzy. Czuć tutaj zalążki czegoś dobrego, czuć tutaj niewykorzystany potencjał, ale całościowo wypada tutaj wszystkiego za dużo. Za dużo specyficzności, za dużo pyskowatości o której mowa wyżej i w ogóle za dużo takiej dziwaczności.

Dodaj komentarz