RECENZJA #140, #141, #142, #143: Kari Faux – CRY 4 HELP (EP, 2019), Laura Marano – ME (EP, 2019), Raja Kumari – BLOODLINE (EP, 2019), XYLØ – pretty sad (EP, 2019)

Kari Faux – CRY 4 HELP (EP, 2019)

Na najnowszej epce, będącej następczynią wydanej w 2017 roku Primary, amerykańska raperka Kari Faux tworzy naprawdę ciekawe rzeczy. Czym mnie do siebie przekonała? Przede wszystkim prawdziwą niekonwencjonalnością wykonywanego przez nią rapu. Choć hip-hop ciężko jest niekiedy urozmaicić, jej się udaje. Mamy tutaj MEDICATED, w którym nieregularny rap przerywany jest zgrabnym, opartym na czerpiącym z R&B bicie, wyśpiewywanym delikatnie refrenem. Echo tego gatunku wybrzmiewa jeszcze wyraźniej w następującym po nim, łagodnym i wykonanym z klasą, rozpoczętym dźwiękami pianina LEAVE ME ALONE. Jednym z najlepszych nagrań jest także czerpiące z soulu, bujające IN THE AIR, w którym artystce towarzyszy raper Curren$y. Podoba mi się retro-wydźwięk jakim charakteryzuje się NIGHT TIME. Poziom utrzymuje także jeden z najłagodniejszych momentów tego minialbumu – LATCH KEY. Ogólnie rzecz biorąc, słuchając CRY 4 HELP wcale nie ma się ochoty na wzywanie o pomoc, ani też na pokazanie Faux środkowego palca, jakiego ona wystawia nam na okładce. Śmiem twierdzić, że jej niezwykle dobre jakościowo kompozycje szybko sprawiły, że powitałam ją w gronie najbardziej obiecujących współczesnych raperek. []

Sprawdź: LEAVE ME ALONE, IN THE AIR


Laura Marano – ME (EP, 2019)

Kolejna gwiazda Disneya po zakończeniu nagrań dla jednej z młodzieżowych produkcji tej marki, próbuje swoich sił w muzyce. Laura Marano zapowiadała własną twórczość już dawno – dopiero teraz jednak poczęstowała fanów debiutancką epką. Na ME dominują piosenki właśnie z tym tytułowym wyrazem w nazwie. Najlepsza z nich to Me – popowa, ale dość nietypowa propozycja dawała mi nadzieję na więcej. W podobnym tonie utrzymano niby-zadziorne F.E.O.U. Niestety ogólnie, niewiele na tym wydawnictwie momentów godnych uwagi. Sama wokalistka sprawia wrażenie, jakby nie potrafiła się zdecydować, w jakim kierunku iść. Od początku nie przekonywała mnie schematyczna, przepełniona niepotrzebnym patosem ballada Let Me Cry (swoją drogą, już bardziej podoba mi się jej elektroniczny remix autorstwa Rat City). Kontrastuje z nią, prosta, akustyczna, ale z kolei mało ciekawa Not Like Me. Typowo popowym, nudnym nagraniem jest tutaj też Lie To Me, które z pewnością ciepło przyjęłyby radia. Ponadto dostaliśmy jeszcze przeróbkę F.E.O.U., którą bvd cult utrzymał w tonie EDM. Niestety, nie przedstawia się to wszystko za ciekawie. Debiut Laury Marano po prostu wieje nudą i brakiem pomysłu. Nie wróżę jej osiągnięcia artystycznych wyżyn, choć oczywiście chciałabym się miło zaskoczyć. []

Sprawdź: Me, F.E.O.U.


Raja Kumari – BLOODLINE (EP, 2019)

Kolejna raperka w dzisiejszym zestawie. Raja Kumari w zeszłym miesiącu ukazała światu drugą epkę, zatytułowaną BLOODLINE. Wydawnictwo dominuje w wyraziste, ostre nagrania. Moje ulubione? Z pewnością dobrym otwarciem tego minialbumu jest SHOOK,  w którym artystka uwydatnia swoje indyjskie korzenie za sprawą charakterystycznego wokalu. Właśnie to pokazywanie swojego pochodzenia podoba mi się u raperki najbardziej. Gdyby nie charakterystyczne, orientalne dźwięki, bywałoby nudno. Świetnym przykładem, jak urozmaicić w ten sposób nudne nagranie jest ROBIN HOOD, czy stojące pozycję wyżej, oparte na płynnym bicie STILL CARE. Najbardziej amerykańsko brzmi natomiast nieustannie kojarzące mi się z Nicki Minaj BORN HUSTLA, w którym udzieliła się Janine The Machine. Nie zdołało mnie natomiast przekonać szpanerskie, modne KARMA. BLOODLINE to epka nienajgorsza, ale do osiągnięcia czegoś ponadprzeciętnego jeszcze sporo jej brakuje. []

Sprawdź: SHOOK, STILL CARE


XYLØ – pretty sad (EP, 2019)

Choć XYLØ reklamuje się jako wokalistka wykonująca alternatywny pop, nie widzę w jej twórczości ani pierwiastka alternatywy. Wręcz przeciwnie – jej epka pretty sad jest zlepkiem typowo popowych dźwięków. Niestety mało ciekawych. Najnowsze wydawnictwo wokalistki otwiera elektroniczna power-ballada Miracle, która pozostawia mnie wzruszającą ramionami. Podobnie jak następujące po niej, nudne nagranie tytułowe. Kiedy docieram do Nothing Left To Say, mam wrażenie, że piosenkarka idzie w coraz gorszą stronę i nic dobrego mnie już na tym krążku nie spotka. To kolejna niepozostająca w głowie kompozycja, które zginie w tłumie komercyjnych piosenek. Sytuacji nie ratuje typowo komercyjne Should Have Known. Tylko trochę wyżej wybija się kolejna z ballad – chłodne Blue Light, czy wyróżniające się trochę lepszą produkcją Fireworks. Chciałabym widzieć w tej płycie więcej pozytywów, ale nie potrafię – przykro mi, XYLØ, nie tym razem. []

Sprawdź: Blue Light

Dodaj komentarz