RECENZJA #147: Charli XCX – SUCKER (2015)

Dziś może się chwalić dość sporym rozgłosem i duetami z dobrze kojarzonymi nazwiskami – 1999 nagrane razem z lubianym ostatnio Troyem Sivanem nie przeszło bez echa. Udzieliła się także w Girls u boku Rity OryBebe Rexhy Cardi B, za to sama nagrała Boys. Sukces ten nie przyszedł jednak od razu – debiutancki album Charli XCX, True Romance nie wywołał raczej większej euforii, ani nie zrodził nie wiadomo jakich przebojów. Ale wydany 2 lata później SUCKER już tak. A czy to dobra płyta – to już inna historia.

Ciężko powiedzieć, by na drugim longplayu brytyjskiej wokalistki dało się znaleźć szczególnie ambitne utwory. Miłośnicy imprezowych bangerów nie będą za to narzekać. Wyzywające nagranie tytułowe to wyraziste i odważne otwarcie krążka i, jak się okazuje, jeden z ciekawszych, w kontekście reszty, utworów.  O dziwo zdołało mnie też do siebie przekonać popowe Break the Rules, które podszyto grą perkusji – uczyniła ona kompozycję bardziej zadziorną. Gitara wplotła natomiast rockowy pierwiastek. W podobnym tonie utrzymano Body of My Own. Na co warto jeszcze zwrócić uwagę? Najprzyjemniej z całego albumu przedstawia się  przeładowana pozytywną energią, electropopowa ballada Boom Clap wydana pierwotnie na potrzeby soundtracku The Fault In Our Stars.

Podoba mi się zresztą, że pomimo ogólnego osadzenia w electropopie, Charli XCX nie rezygnuje z gitar w swoich piosenkach. Dzięki nim takie nagranie jak Famous nabiera delikatnie funk-popowego wydźwięku. Sprawiają także, że piosenki pokroju Hanging Around, czy Gold Coins przybierają na jakości – nie stają się wybitne, ale przynajmniej odrobinę ciekawsze, niż gdyby opierały się na samych syntezatorach. Takim sposobem do listy „guilty pleasure” trafiają też Breaking Up (którego koncertowy potencjał chętnie bym sprawdziła), czy London Queen, w którym zdecydowanie lepiej przedstawiają się inspirowane pop-punkiem zwrotki, niż kiczowaty refren. Wcale nie tak źle ma się i singlowe Doing It wykonane razem z Ritą Orą, choć do ulubionych nagrań go nie zaliczam.

Te bardziej elektroniczne pozycje przedstawiają się zdecydowanie najsłabiej i ciągną końcową ocenę albumu w dół. O ile jestem w stanie jeszcze znieść zwrotki So over You, o tyle refren przyprawia mnie o ból głowy przez wirujące, wysokie dźwięki. Nie za ciekawie wypada też bardzo prosta power-ballada Die Tonight, czy zupełnie mdłe, radiowe Caught in the Middle. Sytuacji nie poprawia kiczowate, EDM-owe Red Balloon. Za to nawet przyjemnie słucha się najsubtelniejszego utworu z SUCKER – Need Ur Luv. 

SUCKER okazuje się być płytą ani wybitnie dobrą, ani specjalnie złą. To nie pop najwyższych lotów, ale też nie taki, od którego nieustannie boli głowa. Co jest największą zaletą Charli XCX? Jej zdecydowanie i pewność siebie. Nie są to utwory, za które biłabym jej wielkie brawa, ale przynajmniej w takiej stylistyce nie wypada sztucznie. A niepohamowana energia sprawi, że pewnie w niejednych głośnikach na imprezie zagości. []

Sprawdź: Boom Clap, Need Ur Luv, Break the Rules

2 Komentarze

  • Podsumowanie w zasadzie doskonale odzwierciedla mój stosunek do wokalistki. Nie jest to ani wybitny POP ani też specjalnie zły, a wszyscy wiemy, jak to jest z muzyką, która znajduje się gdzieś pomiędzy. Fajne to jest tylko na chwilę. Faktycznie energię czuć i to chyba jej największy atut.

    Pozdrawiam!

Pozostaw odpowiedź Rblfleur Anuluj pisanie odpowiedzi