RECENZJA #157: The National – I Am Easy to Find (2019)

Pamiętam, jak znając pojedyncze kompozycje The National postawiłam wobec nich dość duże oczekiwania i z ogromną nadzieją na zachwyt postanowiłam zapoznać się z dyskografią tej amerykańskiej grupy. Nie ukrywam, że ich imienny debiut pozostawił po sobie niedosyt, co zresztą mogłabym powiedzieć także o drugiej płycie. Na Alligator zaczęli mnie przekonywać, a im dalej tym lepiej. Kiedy myślałam, że Trouble Will Find Me to już apogeum ich wyjątkowego talentu do tworzenia przesiąkniętych wrażliwością, smutkiem i mrokiem kompozycji, cztery lata później powrócili z kolejnym, wybitnym krążkiem zatytułowanym Sleep Well Beast. Tym razem nie kazali na swój powrót czekać aż tak długo. Mimo wszystko z jakiegoś powodu obawiałam się tego, co znajdzie się na I Am Easy to Find. Ale czy słusznie?

Kiedy usłyszałam eksperymentalne You Had Your Soul With You, towarzyszyły mi sprzeczne odczucia. Z jednej strony – lubię odważne posunięcia i niekonwencjonalne rozwiązania, z drugiej – już zdążyłam zatęsknić za mroczną stylistyką z poprzedniego krążka. Nieregularne dźwięki tej kompozycji to właściwie przeciwieństwo tego, co dostaliśmy od zespołu 2 lata temu. Dziś oczywiście doceniam to otwarcie płyty, choć przyznaję też na głos, że bardziej w mój gust wpasowała się kolejna zapowiedź albumu, jaką było (ostatecznie zamykające I Am Easy to Find) oparte na pianinie, skromniejsze i bardziej melancholijne Light Years. Następnym singlem promującym nadchodzące wydawnictwo zostało Hairpin Turns, plasujące się gdzieś pomiędzy chęcią eksperymentu, a „starym, dobrym” The National. I przyznaję, że ten numer zrobił na mnie wrażenie, bo świetnie zachowano w nim to, co w twórczości muzyków najlepsze, jednocześnie łącząc to z nowym, świeższym brzmieniem, urozmaiconym kobiecymi wokalami (które zresztą pojawiają się tu bardzo często). Następujące po nim basowe Rylan było ostatnim przedsmakiem I Am Easy to Find – także całkiem apetycznym.

Właściwie słuchając dwóch pierwszych nagrań, można zacząć myśleć, że ósmy longplay The National będzie pozycją dość… lekką – nie prostą, ale w kontekście reszty dyskografii, po prostu delikatniejszą. Poza otwierającą album kompozyją, próbuje nas o tym przekonać następujące kolejno ciepłe Quiet Light. Nieco jednak te wizję zaburza ballada Roman Holiday, w której podoba mi się uwidoczniona dynamika, osiągnięta przede wszystkim przez kontrast głośniejszych wokali przy cichych dźwiękach pianina. Oblivion jest utworem, jaki powinien przypaść do gustu, tym którzy lubią charakterystyczne dla grupy ballady – ta akurat została urozmaicona subtelną grą instrumentów smyczkowych i wspaniałym śpiewem Miny Tindle. Zaskakuje Hey Rosey, której rozpoczęcie brzmi jak wstęp do klasycznej kompozycji. Szybko jednak można się przekonać, że to w rzeczywistości ponowne połączenie surowych dźwięków z delikatnymi smyczkami. Samo nagranie tytułowe jest zaś propozycją dość skromną, ale niezwykle poruszającą i okazuje się być jedną z najlepszych na tej płycie. Jego fanów zadowoli też monotonne So Far So Fast, czy nieco za długie, ale ładne, naturalne Not In Kansas. 

Jednak nie da się nie docenić tej drugiej strony płyty – odważnej, poszukującej nowych brzmień. Urzekło mnie więc The Pool Of You, gdzie cięższe dźwięki połączono z tymi elektronicznymi, wyższymi. Melorecytowane fragmenty wspaniale ten utwór urozmaicają. Warto zwrócić uwagę na chaotyczne, energiczne Where Is He Head, ale i mniej dynamiczne Dust Swirls In Strange Light, gdzie na pierwszy plan wysuwa się oczywiście chóralny śpiew Brooklyn Youth Chorus. Usłyszymy go także w obu przerywnikach, trwających nieco ponad minutę – Her Father In The Pool i – w moim odczuciu mroczniejszym – Underwater. 

Nie powiedziałabym, że I Am Easy to Find to najlepszy krążek w dyskografii The National, ale z pewnością też nie najgorszy – właściwie na próżno tu doszukiwać się słabej kompozycji. Jedyne, co mogłoby mi przeszkadzać to jego długość: szesnaście utworów, trwających łącznie ponad godzinę, w połączeniu z ich przede wszystkim melancholijnym charakterem może przynosić dość męczący skutek – równie dobrze można by było pozostawić połowę z tego i nadal zachowanoby tą samą jakość. Przede wszystkim jednak cieszy mnie, że: a) The National nie stoją w miejscu; b) udaje im się pozostać sobą. Taką wrażliwość muzyczną szkoda byłoby marnować. A na szczęście własnego ogona jeszcze nie zjadają. []

Sprawdź: I Am Easy To Find, Hairpin Turns, Light Years

4 Komentarze

Dodaj komentarz