RECENZJA #162: X Ambassadors – ORION (2019)

Zapewne fani X Ambassadors, nowojorskiej grupy muzycznej, przebierali już nogami czekając na następcę wydanego w 2015 roku VHS. Zespół tymczasem narobił nadziei singlami, zapowiedział album JOYFUL, po czym… wycofał się, twierdząc, że jednak będzie to coś innego i ostatecznie kompozycje te na nadchodzącym krążku się nie pojawią. Długo nie trzeba było się gniewać, bo chwytliwe Don’t Stay zastąpiło wkrótce jeszcze lepsze BOOM. Wreszcie nadszedł on, w całej okazałości, wypatrywany długo ORION. Warto było dać muzykom te 4 lata przerwy, czy może nie zasługują na wybaczenie im tego ciągłego zwlekania?

Single zapowiadające drugi longplay formacji były postawieniem poprzeczki wysoko. Samo BOOM przedstawia się najlepiej spośród trójki promującej tę płytę. Pełna energii, podrasowana basem kompozycja to z jednej strony utwór o indie-rockowym zacięciu, z drugiej materiał na porządny, radiowy przebój. Tuż za nim stoi bardziej skierowane w stronę popu, ale wciąż zadziorne, gitarowe HEY CHILD. Najsłabiej wśród nich wypada dość przewidywalne HOLD YOU DOWN, które można określić mianem power ballady.

Nie ukrywam, że najlepiej na ORION słucha mi się tych utworów, które mają swoje korzenie w rocku. Dobrze przedstawia się QUICKSAND, w którym to właśnie ostra i odważna gra gitar wysuwa się na pierwszy plan, dając ciekawy, niebanalny efekt końcowy. RECOVER zdaje się wypadać przy nim dosyć łagodnie, choć nadrabia refrenem, kontrastującym z spokojniejszymi zwrotkami, ostatecznie okazując się być wpadającą w ucho, dobrą, elektroniczno-rockową kompozycją. Czasami jednak X Ambassadors biorą oddech i odpuszczają sobie cięższe brzmienia. Pierwszym takim momentem jest zgrabne, nawet jeśli mało oryginalne CONFIDENCE, które swoim szorstkim wokalem wzbogaciła K.Flay. Z tych spokojniejszych klimatów o wiele bardziej jednak podchodzi mi pulsujące RULE, gdzie wysoki wokal Sama Harrisa brzmi świetnie na tle basowego podkładu. Dość poruszającym nagraniem jest osadzone w stylistyce lo-fi I DON’T KNOW HOW TO PRAY, faktycznie przybierające formę modlitwy, w której padają zapadające w pamięć słowa:

I know we’ve never spoken before but I hope you hear me, oh, Lord. Please let my brother live and learn me to forgive, and why do bad things happen to good people?

Pomyłki? Nie do końca rozumiem na ORION obecności HISTORY – akustycznej ballady, ładnej, ale niezbyt wyróżniającej się na tle innych tego typu i brzmiącej nieco jak ukradziona od Eda Sheerana. Kolejny punkt, który z satysfakcją na tym albumie omijam to po prostu nudne, popowe SHADOWS, które mogłoby zginąć pośród reszty radiowych piosenek i zostać przypisane do jakiegokolwiek innego wykonawcy, a w dodatku brzmi jakby zostało urwane bez przemyślenia. Zostaje jeszcze WASTELAND, któremu towarzyszą sprzeczne odczucia: z jednej strony podoba mi się jejgo przestrzenność, z drugiej myślę, że można było pozwolić sobie tam na jeszcze więcej swobody i ostatecznie dodania tej kompozycji więcej wyrazu.

Choć fanką X Ambassadors nigdy nie byłam, z wielką chęcią sięgnęłam po ich najnowszy krążek, pełna nadziei, że znajdę na nim godnych następców BOOM w postaci nagrań porywających, wyrazistych, zmuszających do tego, by się ruszyć. Czy tak właśnie było? Nie do końca, choć przyznam też, że warto było dać ORION szansę, bo wcale najgorszą płytą nie jest. To komplet nagrań bujających się między rockiem a popem. Może w perspektywie tego pierwszego gatunku, ORION arcydziełem nie jest, ale patrząc przez pryzmat drugiego, wypada całkiem nieźle. []

Sprawdź: BOOM, QUICKSAND, RULE

5 Komentarzy

  • O! U mnie też wjechała recenzja tej płyty! 🙂
    „ORION” podoba mi się bardziej niż „VHS”, mimo iż to „Unsteday” pochodzące z poprzedniej płyty ciągle jest moim ulubionym utworem grupy. Z „ORION” najbardziej lubię te wskazane przez Ciebie i „HEY CHILD”.

    Zapraszam do siebie.
    https://scarlett95songs.blogspot.com/

  • Mam w planach przesłuchać tę płytę i podchodzę do niej podobnie, jak Ty, bo nigdy szczególną fanką tego zespołu nie byłam.
    Zapraszam na nowy wpis i pozdrawiam 🙂

  • Nie słuchałem wcześniej X Ambassadors, jakoś mi było nie po drodze, ale lubię ich suche, nieprzesadzone brzmienie, z tych piosenek, które gdzieś mi się otarły o uszy. Widziałem ostatnio teledysk do „BOOM” i stwierdziłem, że muszę się zainteresować, więc Twoja recenzja trafiła w dobry moment 🙂

    Pozdrowienia i miłego weekendu! 😀

  • Nie znałem ich wcześniej, ale przesłuchałem kilka numerów i w sumie dosyć fajnie grają. W sam raz do radia 🙂

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz