RECENZJA #171, #172: Michael Jackson – HIStory – PAST, PRESENT AND FUTURE – BOOK I (1995) & BLOOD ON THE DANCEFLOOR/ HIStory In The Mix (1997)

HIStory – PAST, PRESENT AND FUTURE – BOOK I (1995)

HIStory – PAST, PRESENT AND FUTURE – BOOK I w rzeczywistości składa się z dwóch krążków. Pierwszy, HIStory Begins to kompilacja piętnastu największych, dotąd wydanych, przebojów Michaela Jacksona pochodzących z płyt Off the WallThrillerBad i Dangerous. To prawdziwe „highlighty” tych albumów, łącznie z energicznymi nagraniami pokroju Billie Jean, Black or White, czy Beat It, ale i balladami takimi jak Heal the World, The Girl Is Mine, She’s Out Of My Life. Dla mnie jednak o wiele ciekawsza jest ta druga część albumu – HIStory Continues, na której znalazły się zupełnie nowe nagrania. A na nich Jackson coraz chętniej i odważniej zatraca się w rockowych brzmieniach – to chyba jego najbardziej gitarowy album ze wszystkich. Fanom poprockowych klimatów na pewno spodobają się energiczne D.S., czy napisane przez duet z The Beatles – Johna Lennona Paula McCartneya – bardziej balladowe, ale wciąż zadziorne Come Together, będące jednym z najlepszych momentów wydawnictwa. Ogromne wrażenie robi także They Don’t Care About Us, będące swego rodzaju głośnym manifestem oraz błądzące w różnych gatunkach This Time Around, łączące funkujący bas z hip-hopowym wydźwiękiem całości. Inspiracje rapem usłyszymy także w niezwykle przyjemnym Money. Uwielbiam także wykonane z przytupem, głośne Scream wykonane razem z siostrą artysty, Janet Jackson. Pośród tych bardziej energicznych, wyrazistych nagrań mamy również odważne Tabloid Junkie i utrzymane w podobnej muzycznej konwencji 2 Bad. Jednak, jak na Michaela Jacksona przystało, nie mogło zabraknąć ballad – tych, w których muzyk mógłby się zupełnie zatracić (a więc wzniosłe, poruszające temat natury, chóralne Earth Song, patetyczne You Are Not Alone, bajeczne Childhood, czy symfoniczne Smile zwieńczające album), ale i tych mniej konwencjonalnych, bądź też dość niespodziewanych. Sama uwielbiam proste, utrzymane w tonie R&B Stranger in Moscow, zaskakujące, zmienne, rozbudowane History, czy minimalistyczne, pełne emocji Little Susie / Pie Jesu. Muszę przyznać, że HIStory – PAST, PRESENT AND FUTURE – BOOK I naprawdę robi wrażenie. Nie dość, że zawiera niezapomniane utwory, które z pewnością zna każdy, to jeszcze udowadnia, że Jackson odkąd tylko dostał wolną rękę, właściwie nie miał słabszego momentu swojej kariery. Nie poprzestawał na jednym hicie, nie zatrzymywał się po kilku, a wciąż produkował więcej. Choć faktem jest, że na drugiej części sporo jest nagrań mniej znanych, aż boli mnie ich niedocenienie. Ta płyta zdecydowanie zasługuje na więcej uwagi. []

Sprawdź: Come Together, This Time Around, Tabloid Junkie


BLOOD ON THE DANCEFLOOR/ HIStory In The Mix (1997)

Kolejna część „historii” Michaela Jacksona to niejako dodatek do poprzedniej płyty, który pojawił się dwa lata po jej wydaniu. BLOOD ON THE DANCEFLOOR/ HIStory In The Mix jest krążkiem, na który wrzucono kilka nowych piosenek i parę remixów z HIStory Continues. Samo Blood on the Dancefloor od dawna należało do grona moich ściśle ulubionych utworów Jacksona: taneczne, funkujące, choć zadziorne i podszyte grozą. Równie ciekawie przedstawia się następujące po nim, agresywne Morphine, którego ostrość przerwana została w pewnym momencie balladowym, łagodnym fragmentem. Ciężko, by po takim ciosie Superfly Sister robiło jakieś wielkie wrażenie, ale to wciąż dobry, inspirowany funkiem utwór, podobnie zresztą jak następujące potem Ghosts, choć mnie zdecydowanie bardziej przekonuje przepełnione patosem i wspaniałymi wokalami Is It Scary. Spośród samych remixów, mamy ich tutaj osiem, z czego aż pięcioma zajął się Tony Moran. Nowa wersja Scream, która została tu zatytułowana Scream Louder nie robi na mnie ogromnego wrażenia – choć dodano tutaj sporo ciekawych efektów, o wiele większa różnica między przeróbką a oryginałem jest słyszalna choćby w kolejnym Money – stało się ono klubowym, ale subtelnym nagraniem. Moim faworytem jest jednak 2 Bad, które w tej odsłonie jest po prostu ciekawsze niż w oryginale. I… To by było na tyle, bo reszta obróbek zupełnie mi nie podchodzi i uważam, że odebrały tym piosenkom to, co najlepsze. Stranger in Moscow brzmi tragicznie w nowej, house’owej aranżacji. This Time Around została odebrana cała wyrazistość na rzecz męczącego na dłuższą metę bitu. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku History. O ile przebolałabym jeszcze „klubowe” Earth Song, tak You Are Not Alone wypada w ten sposób wręcz karykaturalnie. Dlatego ciężko jednoznacznie ocenić BLOOD ON THE DANCEFLOOR/ HIStory In The Mix: zestaw nowych piosenek zasługuje na piątkę, podczas gdy część remixowa na trójkę. Powiedzmy więc, że wyjdzie z tego średnia na czwórkę, choć wciąż wolałabym, by to wydawnictwo pozostało epką zamiast na siłę zrobionym długogrającym albumem. []

Sprawdź: Morphine, Blood on the Dancefloor, 2 Bad – Refugee Camp Mix

5 Komentarzy

  • Wow, wzięłaś się za Michaela na poważnie 🙂 Ja mam z nim, jak to się mówi, „on and off relationship” 😉 Ale jakbym miał wybrać jeden utwór, który zawsze lubię słuchać w całości i nic mnie w nim nie drażni, to byłby to „They Don’t Care About Us”. Oszczędna aranżacja bardzo tu pasuje, a solo na gitarze dodaje dramatyzmu 🙂

    Pozdrowienia i miłej niedzieli! 🙂

  • Cenię dorobek Michaela, choć nigdy się w niego nie zagłębiałam. Najbardziej lubię, podobnie jak Bartek, „They Don’t Care About Us” oraz „Beat It”. Te dwie nigdy mi się nie nudzą.
    Zapraszam na nowy wpis i pozdrawiam 🙂

Pozostaw odpowiedź Rblfleur Anuluj pisanie odpowiedzi