RELACJA: Bitamina – Warszawa, Palladium, 24.10.2019

Bitamina od początku wydawała mi się zespołem intrygującym, ale mimo wszystko ich kompozycje, choć bardzo ceniłam, jedynm uchem wpuszczałam, a wypuszczałam drugim. Coś jednak mówiło mi, że warto sprawdzić, jak ich specyficzna stylistyka przedstawia się na żywo. Grupa wystąpiła 24 i 25 października w warszawskim Palladium, z czego ten drugi koncert został wyprzedany. Ja wybrałam się na pierwszy.

Muzycy zaintrygowali już od samego początku. Ze sceny do słuchaczy dobiegały dźwięki natury przez dobre kilka minut zanim artyści się pojawili. Po tym, jak w końcu wykonali pierwszy utwór, Secy za Wałem, wokalista zapowiedział, że pomimo tego, iż przybyli tu promować swój najnowszy album – Kwiaty i Korzenie – to w setliście znalazło się miejsce także dla kilku starszych utworów. I choć to właśnie te z poprzednich płyt poruszyły mnie prawdopodobnie najbardziej, muszę przyznać, że i taki Prezydent, czy melorecytowany Iskieriusz zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Dobrze było także usłyszeć Odnajdziemy Raj, który długo wcześniej chodził mi po głowie, czy energiczne Poka Jak u Ciebie Tańczą, które rozruszało publiczność. Ciekawym momentem było też wykonanie Na Pół, podczas którego widownia rzeczywiście została podzielona na dwie części i wspierała wykonawców wokalnie.

Fanom Kawalerki ten wieczór też z pewnością przypadł do gustu. Publiczność dobrze znała kompozycję Kawalerka na Sprzedaż i z ogromnym entuzjazmem przyjęła Dom – mały przebój Bitaminy. Z tego albumu największe wrażenie zrobiły na mnie obok nich Pornosy i Pytanie do Niej. Miłym zaskoczeniem okazały się być także Droga wygrzebana jeszcze z Placu Zabaw oraz Nikt – w oryginale będący duetem z Dawidem Podsiadło, który znalazł się na albumie Heartbreaks & Promises vol. 4 Flirtini.

Nawet jeśli nie jest się (albo nie było, bo po koncercie, bardzo łatwo się wciągnąć) notorycznym słuchaczem Bitaminy, występ tego zespołu może okazać się świetnym przeżyciem. To muzyczna uczta pod każdym względem – brzmieniowym i tekstowym, a ponadto ciężko nie zarazić się pozytywnym nastrojem Mateusza Dopieralskiego, który już zadba o to, żebyście ten wieczór zapamiętali. Owacje dla artystów były niekiedy tak długie, że wokalista musiał słuchaczy uciszać – ja całkowicie dołączam się do tych braw.

Dodaj komentarz