RECENZJA #181: Fink – Bloom Innocent (2019)

Po tym, jak Fink poczęstował słuchaczy w 2017 roku aż dwoma krążkami (Fink’s Sunday Night Blues Club, Vol. 1 Resurgam), raczej nie oczekiwałam, że kolejna pozycja w dyskografii Brytyjczyka pojawi się szczególnie szybko. A jednak – dwa lata to w końcu nie tak dużo. W sierpniu artysta podzielił się pierwszym singlem zapowiadającym jego najnowszą, dziesiątą już studyjną płytę – We Watch The Stars. Zaś parę dni temu usłyszeliśmy Bloom Innocent w pełnej okazałości.

Żeby przebrnąć przez najnowszy album Finka, należy się uzbroić w cierpliwość. Choć znalazło się na nim jedynie osiem utworów, całość trwa ponad 50 minut. A to oznaczać może tylko jedno – nagrania naprawdę długie. Więc czy warto? Rozbudowana, ponad sześciominutowa kompozycja tytułowa, która otwiera wydawnictwo, robi wrażenie. Szczególnie, gdy w połowie nabiera większego wyrazu, czego zasługą jest głośniejsza gra perkusji, która razem z intrygującymi dźwiękami pianina wysuwa się tu na pierwszy plan. Następujące po nim, inspirowane folkowymi brzmieniami We Watch The Stars też nie należy do piosenek najkrótszych, ale za to jest naprawdę porządna. To wokale robią tutaj najwięcej – przeplatający się solowy śpiew Finka z innymi głosami daje zaskakujący efekt. Gdyby nie ten zabieg, szybko można byłoby się poddać słuchając tego utworu. Szokującym momentem jest też utrzymana w klimacie grozy gra instrumentów smyczkowych, której po chwili towarzyszy perkusja, naając We Watch The Stars dynamizmu. Zaraz potem mamy utwór trwający najkrócej ze wszystkich (5:59) – Once You Get A Taste, będący w mojej opinii najbardziej przystępną pozycją z Bloom Innocent. To ballada oparta na linii wygrywanej przez gitarę akustyczną. Obecna jest jednak także gitara elektryczna, która dodaje jej bluesowego klimatu.

Out Loud to surowe nagranie, w którym ponownie to instrumenty perkusyjne odgrywają znaczącą rolę. Ciągłe uderzenia w bębny wprowadzają do utworu nastrój niepokoju, który na początku robi wrażenie, ale z czasem dochodzi się do wniosku, że to kompozycja na dłuższą metę męcząca i monotonna – może lepiej sprawdziłaby się w nieco krótszej wersji. Z tego samego klimatu zdecydowanie chętniej sięgam po mistyczne, mroczne Rocking Chair. Tutaj, w porównaniu z Out Loud, pomimo wciąż obecnej monotoni, wszystko wypadło znacznie ciekawiej i nie jest aż tak męczące, a sam śpiew wokalisty przypomina swego rodzaju powtarzaną mantrę. Samo, dosyć głośne Out Loud kontrastuje ponadto z następującym po nim That’s How I See You Now, będącym jednym z moich faworytów na płycie. Ciche, ale trzymające w napięciu nagranie zostało oparte na jednostajnej grze gitary, a wyjątkowy efekt końcowy zawdzięcza przede wszystkim zachowanej dynamice (która zresztą na całym krążku odgrywa dość istotną rolę). Bloom Innocent samo w sobie w pewnym sensie zmusza do zwracania uwagi na detale. Tak jak na przykład w I Just Want A Yes – najciekawszym elementem są pulsujące, pojedyncze dźwięki basu, chociaż instrumentalny fragment utworu, wykorzystujący pewne jazzowe wpływy, także robi wrażenie, a nawet chwilami przypomina mi o ostatnich dokonaniach Davida Bowiego. Na koniec mamy jeszcze poruszające My Love’s Already There. Ballada została utrzymana w cichej aranżacji, skupionej na pojedynczych dźwiękach pianina i basu.

Chciałam nazwać Bloom Innocent najsurowszą płytą, jaka wyszła spod ręki Finka, ale uznałam, że to złe określenie. Artysta odkąd tylko pamiętam, lubił zanurzać się w chłodnych produkcjach. A jednak coś odróżnia Bloom Innocent od jego wcześniejszych dokonań. Fink dalej kocha się w melancholii i nie zmienia drastycznie kierunku, w jakim podąża jego kariera, ale mam wrażenie, że jego najnowszy album jest (jeszcze) ambitniejszy niż te starsze i bardziej od nich ułożony. Fakt, że takżeo wiele trudniejszy w odbiorze, niż chociażby poprzedzający go Resurgam, ale zdecydownie warty czasu. Nie skreślajcie tej płyty, jeśli słuchaliście jej w tle do innych czynności, poświęćcie należną uwagę poszczególnym utworom, wyłapujcie smaczki. Nie gwarantuję, że będziecie do Bloom Innocent często wracać, ale choć jeden odsłuch tego krążka – oczywiście w pełni świadomy – może być wspaniałym przeżyciem. []

Sprawdź: Bloom Innocent, That’s How I See You Now, My Love’s Already There 

3 Komentarze

Pozostaw odpowiedź bartosz-po-prostu Anuluj pisanie odpowiedzi