RELACJA: Scott Bradlee’s Postmodern Jukebox – Warszawa, Palladium, 06.11.2019

Scott Bradlee’s Postmodern Jukebox to dla mnie fenomenalne zjawisko w świecie muzyki rozrywkowej. Rok temu uznałam ich Blue Mirror za jeden z najlepszych krążków 2018 – to dość odważne stwierdzenie, patrząc na to, że repertuar grupy opiera się wyłącznie na coverach. Ale akurat interpretacje tych muzyków nie są wcale byle jakie, bo zabierają nas wprost w klimat lat 20. XX wieku. I tam też znajdziemy się idąc na ich koncert.

Show przygotowane przez Postmodern Jukebox zostało dopracowane od A do Z. Artyści pojawili się na scenie grając energiczną, swingową wersję Umbrella Rihanny. Szybko przekonałam się, że zdecydowaną zaletą tego występu jest fakt, iż rozbrzmiewają tu naprawdę znane melodie, które większość osób z pewnością dobrze kojarzy. Zespół często sięga po repertuar popowy – usłyszeliśmy w nowych, retro aranżacjach przeboje pokroju Burn Ellie Goulding (fenomenalne połączenie głosów wokalistek), All About That Bass Meghan Trainor, Last Friday Night (którego na początku nie rozpoznałam) i Roar od Katy Perry, czy nawet najświeższe ze wszystkich zaprezentowanych, wyraziste bad guy Billie Eilish. Wspaniałym momentem bylo wykonanie Love Yourself Justina Biebera, które z grzecznej, akustycznej ballady stało się prawdziwym tanecznym numerem. O dziwo zachwyciło mnie również zagrane na zakończenie Shape Of You Eda Sheerana, którego w oryginalnej wersji nie potrafię strawić – ta jednak miała w sobie tyle emocji i pozytywnego wydźwięku, że ciężko było wyrzucić ją z głowy.

Scott Bradlee’s Postmodern Jukebox przygotowało jednak dla słuchaczy także kilka starszych numerów. Wykonano ponadczasowe I Will Survive Glorii Gaynor i nawet dwa przeboje Davida Bowie – zaaranżowane na wzniosłe, patetyczne ballady Life On Mars? oraz Heroes. Na jazzowo zagrano także Black Hole Sun – jeden z najpopularniejszych utworów Soundgarden. Warto też wspomnieć o momentach stepu, który zaprezentowano dwukrotnie do mash-upów wielu znanych melodii – zarówno tych zdecydowanie starszych (hit lat 50., Tutti Frutti) jak i naszej dekady (Uptown Funk Marka Ronsona). To był dość intrygujący dodatek do całości koncertu.

Z występu Scott Bradlee’s Postmodern Jukebox wyszłam kompletnie oczarowana, ponieważ był do koncert tak precyzyjny, że aż ciężko było mi uwierzyć w to jak bezbłędni są ci artyści. Jednocześnie niezmiernie podoba mi się to, że pomimo tej precyzji, nie gubią w tym wszystkim naturalności i kompletnie zarażają pozytywną energią najprawdziwszej muzyki. Postmodern Jukebox stawiają muzykę popularną na zupełnie innym poziomie, pokazując wielokrotnie, że istota tkwi w aranżacji. Nawet z czegoś, co wydaje się kiczem nie do odratowania, można stworzyć coś nieprawdopodobnego. Oni to potrafią – zaufajcie im nawet, jeśli swing, jazz i klimat retro jeszcze nie do końca was przekonały. Jest spora szansa, że po występie Postmodern Jukebox się zakochacie.

Dodaj komentarz