RELACJA: Daria Zawiałow – Warszawa, Stodoła, 5.12.2019

Daria Zawiałow przeszła długą drogę zanim udało jej się wydać debiutancką płytę, ale obserwując jej obecną sytuację na polskiej scenie muzycznej, można stwierdzić, że chyba warto było czekać. Wokalistka odnosi coraz to większe sukcesy, do których bezapelacyjnie można zaliczyć dwa wyprzedane koncerty w warszawskim klubie Stodoła. Jeden z nich jeszcze przed nią, ale pierwszy już się odbył. 5 grudnia w stolicy rozbrzmiały utwory z Helsinek i nie tylko.

Rzeczywiście to kompozycje z drugiego krążka wokalistki dominowały w setliście. Nie mogłoby się obyć bez singli – Szarówki, Nie Dobiję Się Do Ciebie i zagranego na finał i chętnie odśpiewanego przez publiczność, podbijającego w ostatnim czasie listy przebojów Hej Hej!. Ja jednak lepiej wspominam te niesinglowe momenty. Jak sama płyta Darii Zawiałow nie może mnie do siebie przekonać, tak podczas jej występów zachwycam się mocno gitarowymi, rockowymi aranżacjami jej piosenek, które właśnie wtedy nabierają wyrazu. Tym sposobem doceniłam Zimne Ognie, Saloniki, czy Gdybym Miała Serce. Największe wrażenie zrobił na mnie jednak przewrotny Kryzys Wieku Naszego, goszcząc jednocześnie później w moich słuchawkach.

Co poza Helsinkami? Artystka zapowiadała, że na trasie nie zabraknie czegoś z jej debiutanckiego albumu. Chyba pokładałam w tych słowach zbyt duże nadzieje (pewnie przez moją szczerą sympatię do tej płyty), bo z A kysz! zostały wykonane jedynie dwa single – debiutancki Malinowy Chruśniak, którego emocjonalne wykonanie wciąż robi na mnie duże wrażenie, oraz mój ukochany Kundel Bury, w odmienionej aranżacji, która płynnie przeszła w… cover With or Without You od U2. Jak już przy coverach jesteśmy, to warto wspomnieć, że również wykonanie kultowego utworu Szare miraże Maanam zasługuje na spory szacunek względem Darii, która bez problemu udźwignęła wokalnie tę kompozycję. Postanowiła też podjąć się wykonania Rape Me Nirvany, co również wyszło jej bez zarzutu.

To był już mój drugi koncert Darii Zawiałow, podczas którego wykonała repertuar oparty w większości na swoim drugim albumie. Znów byłam pod wrażeniem, jak wielkiej mocy nabierają te piosenki, kiedy wykonywane są na żywo. Na występ tej artystki warto iść choćby by zobaczyć, jak wielką energię ma sobie, przekonać się, że nazywanie jej „zwierzęciem scenicznym” wcale nie jest przesadne, a ona sama ma potencjał, by iść odważniej w stronę muzyki rockowej i nawet zapisać się jako istotna osobowość naszej rodzimej sceny muzycznej.

Dodaj komentarz