RELACJA: Natalia Przybysz – Warszawa, Stodoła, 11.12.2019

Nie da się zaprzeczyć, że bez względu na gust, Natalia Przybysz to jedno z większych nazwisk polskiej sceny muzycznej. I choć poznawaniu jej twórczości towarzyszyły mi różne odczucia, to ostatnim krążkiem zdołała mnie dość poruszyć. Spodobała mi się jego prostota, a jednocześnie naturalność i wyrazisty charakter. Dlatego z chęcią sprawdziłam, jak repertuar z Jak Malować Ogień przedstawi się na żywo. Miałam okazję go usłyszeć w warszawskiej Stodole 11 grudnia.

Występ wokalistki poprzedził krótki set sympatycznej grupy Siostry Łotry – uczestników konkursu My Name Is New, którzy rozgrzali publiczność ciepłymi dźwiękami żywej muzyki. Zdecydowaną zaletą ich twórczości okazało się być poruszanie różnorodnych tematów w tekstach. Życzę im, by mieli więcej okazji do grania i zdobyli więcej doświadczenia na scenie. Sama Natalia Przybysz pojawiła się na scenie przy dźwiękach Ognia, którego wykonanie już od początku zrobiło na mnie spore wrażenie. Do moich ulubionych momentów z najnowszego wydawnictwa piosenkarki należały także energiczny Ciepły Wiatr Przestrzeń – przepiękna, poruszająca ballada, będąca już wcześniej moim zdecydowanym faworytem. Ekscytującym momentem było też Że Jestem, podczas którego do Natalii dołączyła jej siostra – Paulina Przybysz. Ogromny szacunek wyrażam też za cover kultowego utworu, jakim jest Krakowski Spleen od zespołu Maanam.

Mimo mojej wielkiej sympatii do Jak Malować Ogień równie dobrze wspominam momenty, w których przypomniane zostały utwory z poprzednich albumów. Najdalej sięgnięto do krążka Prąd, z którego w setliście znalazł się Miód oraz Nazywam się niebo. Mnie jednak najbardziej poruszył występ z zagranym na bis Sto lat, podczas którego sama Natalia Przybysz podzieliła się ciekawą refleksją, by w złych chwilach wyobrażać sobie, że wszystko jest już w porządku. Niezwykle ucieszyła mnie też obecność Dzieci malarzy – mojej ulubionej ballady ze Światła nocnego.

Koncert Natalii Przybysz był niezmiernie miłym przeżyciem. Poza niezwykłym doznaniem, jakim było usłyszenie bezbłędnie wykonanych utworów na żywo, zdołał mnie urzec kontakt artystki z publicznością – choć wydawało mi się, że wokalistka przyjmuje zdystansowaną postawę, koniec końców udowodniła, że interakcja jest dla niej ważna. Słuchaczy jednak było sporo (koncert był wyprzedany) i każdy chciałby coś powiedzieć, a sama wokalistka wolałaby poświęcić chwilę uwagi każdemu, co w perspektywie tłumu jednak jest średnio możliwe. Podobało mi się także, że artystka zdaje się chłonąć każdy dźwięk – jej ruchy na scenie są hipnotyzujące. W połączeniu z tak dobrą muzyką nie da się wyjść z tego koncertu niezadowolonym. Jeśli macie niedosyt po prostu dobrego, prawdziwego koncertu – ten Natalii Przybysz będzie dobrym wyborem.

2 Komentarze

Dodaj komentarz