RELACJA: The Dumplings – Warszawa, Stodoła, 30.12.2019

Ostatnio na polskiej scenie zauważam coraz większą tendencję do tworzenia duetów specjalizujących się w muzyce elektronicznej. Z pewnością jednak wiele z nich marzy o uznaniu, jakie zyskali wśród słuchaczy The DumplingsJustyna Święs Kuba Karaś odkąd zadebiutowali albumem No Bad Days mogli cieszyć się kilkoma nagrodami, statusem złotych płyt, grupą oddanych fanów i wyprzedanymi koncertami. Po kilku latach swojej działalności, która niepodważalnie była dość intensywnym okresem dla artystów, muzycy postanowili udać się na przerwę – aby odpocząć lub zająć się innymi „poza-pierogowymi” sprawami. Koncert w Stodole, który odbył się 30 grudnia był ostatnim, jaki zagrali w ramach trasy Przykro mi.

Ponieważ to występ w warszawskiej Stodole był zakończeniem ostatniej trasy „pierogów” przed przerwą, musiał być wyjątkowy – ale o specjalnych „atrakcjach” za chwilę. Po tym jak publiczność rozruszał duet Bloo Crane swoimi electropopowymi piosenkami, koncert The Dumplings rozpoczął się tytułowym utworem trasy – Przykro mi. I chociaż to utwory z Raju  dominowały, chylę czoła dla artystów za to, jak wiele innych kompozycji udało się im przemycić do setlisty. Choć z ostatniego albumu rozbrzmiały m.in. niesamowita Nieszczęśliwa, odśpiewane przez publiczność Uciekam, czy zagrane na koniec Tam gdzie jest nudno, ale gdzie będziemy szczęśliwi, wspaniale było usłyszeć też te nieco starsze utwory. Pojawił się Betonowy Las Technicolor Yawn w nowej, bardziej balladowej aranżacji. Z debiutu wykonane zostało Nie słucham w gitarowej, skromniejszej wersji – podobnie jak Nie gotujemy Sea You Later. Z drugiego krążka mimo wszystko największe wrażenie zrobił na mnie Odyseusz. 

Nie sposób zapomnieć, że The Dumplings ruszyli też utwory spoza albumów – singlowe Bez Słów, czy Dla nas KRS 0000 338 803 – oraz wzięli na warsztat cudze piosenki, których covery wyszły im znakomicie. Szczególnie biję brawa za zupełnie odmienioną wersję Gdybyś kochał, hej! grupy Breakout i jedną z moich ulubionych kompozycji wszechczasów – Running Up That Hill Kate Bush, która została wykonana u boku Brodki. Z nią też muzycy wykonali rework Grandy, który nagrali wspólnie w zeszłym roku. Natomiast przy Franku „pierogom” towarzyszyła, jak zawsze przepełniona energią Daria Zawiałow.

Ostatni z tej trasy koncert The Dumplings był wspaniałym wydarzeniem, podczas którego większość czasu dominowała energia i sprzyjające tańcu produkcje, ale nie zabrakło także wzruszenia. Kontakt muzyków z publicznością jest świetny – przepełniony żartem i autentycznością. Jestem pewna, że pożegnanie (choćby na krótko) było w równym stopniu trudne dla nich jak i dla fanów. Ogromnie żałuję, że udało mi się zobaczyć The Dumplings tylko raz, i jednocześnie cieszę się, że mogłam wykorzystać tą – jak na razie – ostatnią okazję. Liczę oczywiście, że mimo wszystko jeszcze kiedyś uda mi się bawić na ich koncercie. To było niezwykłe zwieńczenie – zarówno ich działalności, jak i mojego całego ubiegłego roku koncertowego.

Dodaj komentarz