100 NAJLEPSZYCH UTWORÓW 2019 ROKU! – część pierwsza (100-51)

100. gabriel black feat. phem – dead yet

Nie pomyślałabym, że idąc na koncert blackbeara wyjdę bardziej zafascynowana jego supportem – a jednak gabriel black zdołał mnie zauroczyć. Wprawdzie inspirowana rockowymi brzmieniami kompozycja dead yet wykonana u boku phem w studyjnej wersji pozostawia trochę niedosyt w zestawieniu z wersją live, ale nadal słucha się jej przyjemnie. To piosenka stworzona jednak do odśpiewywania z koncertowym tłumem.

99. Doda – Nie mam dokąd wracać

2019 był rokiem, w którym trochę wydań wywołało u mnie zaskoczenie. Jedną z osób, które się do tego przyczyniły była sama Doda, która tym razem zamiast typowo chwytliwych, radiowych przebojów wydała nie idealny, ale z pewnością dojrzały krążek Dorota, na którym dominują ilościowo covery, ale znalazły się także jej autorskie kompozycje. Jedną z nich jest Nie mam dokąd wracać, które z pewnością nie jest nagraniem wpasowującym się w panującą muzyczną modę, ale brzmi jak ponadczasowa, uniwersalna ballada.

98. Adam Lambert – Superpower

Nigdy nie byłam fanką Adama Lamberta, jednak kiedy usłyszałam Superpower, w którym funkujący bas przecina się z gitarą elektryczną nadającą mu indie-rockowego wydźwięku, oniemiałam. To naprawdę porządny banger, który przywołuje mi na myśl po pierwsze to, co lubią czasami robić Muse, a po drugie klimat z przełomu lat 80. i 90.

97. Alessia Cara – October 

Pamiętam, jak recenzowałam debiutancki krążek Alessi Cary i brakowało mi u niej jakiekolwiek wyrazistości, choć lubiłam jej naturalność. W tym roku wokalistka wydała epkę This Summer, na której umieściła October – kompozycję, którą polubiłam za jej lekki, indie-popowy klimat.

96. Tyler, The Creator – ARE WE STILL FRIENDS?

Słuchanie całego krążka IGOR nieco mnie wynudziło w trakcie – mimo, że nie uważam, by była to płyta szczególnie zła. Na zakończenie jednak dostaliśmy perełkę, dla której warto było czekać. Ballada ARE WE STILL FRIENDS? wypada przy reszcie kompozycji wyjątkowo i charakteryzuje się dość niszowym brzmieniem, którego grania często podejmują się początkujący wykonawcy z gatunku lo-fi.

95. Melanie Martinez – Strawberry Shortcake

Melanie Martinez narobiła mi kłopotów w tym roku. Muzycznie nie udało jej się mnie specjalnie poruszyć – jej nowe kompozycje są bardziej banalne niż te z Cry Baby. Nadrobiła tekstami. Strawberry Shortcake porusza problem przedmiotowego traktowania kobiecego ciała i oczekiwań wobec niego. To kompozycja o ważnym przesłaniu, która robi wrażenie dopiero, kiedy zagłębimy się w jej liryczną warstwę.

94. Miles Kane – Blame It On The Summertime 

Darzę Milesa Kane’a  ogólną sympatią, ale mało która z jego kompozycji weszła mi do głowy na tak długo jak tegoroczne, słoneczne Blame It On The Summertime, które idealnie nadaje się do tego, by gościć w wakacyjnych playlistach. Gitarowe riffy i taneczny vibe sprawiają, że ciężko oprzeć się tej energii.

93. Charli XCX feat. Big Freedia, cupcakKe, Brooke Candy & Pabllo Vitar – Shake It

Ten numer nie musiał długo gościć w moich głośnikach, bym uznała go za jedną z najlepszych piosenek z płyty Charli – ta kompozycja zyskała moje uznanie swoją dziwnością. Lubię fakt, że Charli XCX eksperymentuje z brzmieniami, które brzmią naprawdę futurystycznie. Słuchając tej piosenki mam wręcz wrażenie, że zdecydowanie wyprzedza swoją dekadę.

92. Allie X feat. Troye Sivan – Love Me Wrong

Po dość elektronicznych brzmieniach, jakie Allie X przedstawiła na zesłorocznej epce Super Sunset, wokalistka postanowiła poczęstować nas gitarową, slowcorową balladą u boku Troye’a Sivana. To kompozycja, którą równie dobrze mogłaby przygarnąć do swojego repertuaru Lana Del Rey.

91. Dua Lipa – Future Nostalgia 

Dotąd uważałam, że Dua Lipa jest jedną z tych wokalistek, które nie potrafią wykorzystać swojego potencjału. Mało czym z debiutu udało jej się mnie kupić, a pojedynczymi singlami, które wydała po nim tylko pogarszała sytuację. Jednak nowa era piosenkarki zapowiada się wyjątkowo ciekawie. Cieszy mnie, że artystka odstawiła banalny electropop na bok, a na jego miejsce wskoczyły zdecydowanie ciekawsze brzmienia. Wciąż popowe, ale urozmaicone. Zadziorne Future Nostalgia zapowiada krążek o tym samym tytule i brzmi naprawdę dobrze ze swoimi, inspirowanymi indie-rockiem oraz funkiem zwrotkami.

90. Kean Kavanagh – Miracle 

Kean Kavanagh ma na razie na swoim koncie tylko trzy utwory – jednak wszystkie są na tyle zachęcające, by wypatrywać debiutu tego artysty. Miracle błądzi na pograniczu grania w stylu bluesa, lo-fi i elektronicznych eksperymentów ze zmodyfikowanym głosem. Czekam na więcej.

89. Depression, Baby – No Strangers

Grupa Depression, Baby podobnie jak muzyk wyżej, należy do początkujących wykonawców, którzy jeszcze nie dorobili się debiutanckiego albumu. Liczę jednak, że wreszcie się on pojawi, bo ballada No Strangers przywodząca mi na myśl lat 70. wypada zaskakująco dobrze – podoba mi się tu właściwie wszystko, od melodii, przez niski głos wokalisty po samą produkcję.

88. Inner State 81 – TALK BOUT THINGS // we just met

TALK BOUT THINGS // we just met to hipnotyzująca, eksperymentalna kompozycja utrzymana w stylistyce lo-fi, której najmocniejszą stroną jest głęboki wokal artysty i jego maniera w głosie. Wciąż mówię sobie, że muszę zagłębić się w twórczość Inner State 81 bardziej, a do dziś mi nie wyszło – miejmy nadzieję, że w 2020 roku wreszcie się do tego zbiorę.

87. Tarune – Goodnight Baby 

Mamy i kolejnego debiutanta. Goodnight Baby to prosta, skromna, akustyczna ballada, w której najwięcej robi sam wokal Tarune’a. Artysta prowadzi go, śpiewając odpowiednio ciszej, głośniej, niżej i wyżej. Całość wypada dość poruszająco.

86. Mark Ronson feat. Alicia Keys & The Last Artful, Dodgr – Truth

Wydawałoby się, że Mark Ronson osiągnął już szczyt swoich możliwości i popularności kiedy w 2015 roku wydał przebój Uptown Funk – swoją drogą, całkiem udany. W tym roku powrócił jednak z naprawdę dobrym krążkiem, udowadniając, że wcale się nie wypalił. Z Late Night Feelings bardzo polubiłam kolaborację z Alicią Keys oraz The Last Artful, Dodgr, inspirowaną brzmieniami R&B i dobrym hip-hopem.

85. Rammstein – DEUTSCHLAND 

Nie łatwo było mnie przekonać do twórczości Rammsteinu, ale to co zrobili na swoim najnowszym, imiennym krążku jest naprawdę hipnotyzujące. DEUTSCHLAND jest prawdziwym zwieńczeniem tego, co grupie wychodzi najlepiej. Połączenie metalowych brzmień z elektronicznymi dźwiękami i jednostajnym bitem daje wrażenie, że właściwie dla pewnej grupy osób byłby to całkiem dobry imprezowy kawałek.

84. Mjut – Nie chcę prawdy

Nie udało mi się jeszcze zapoznać z całym tegorocznym albumem grupy Mjut, ale jakoś trafiłam na kompozycję Nie chcę prawdy, która urzeka swoim delikatnym, gitarowym brzmieniem podchodzącym pod soft-rock.

83. Taco Hemingway – WYTRAWNE (Z NUTĄ DESPERACJI)

Nowe kompozycje aktualnie najpopularniejszego polskiego rapera zbierają różne opinie. Sama uważam, że może i w jego dorobku znajdziemy ciekawsze, ale nie skreśliłam POCZTÓWKI Z WWA, LATO ’19 tak łatwo. WYTRAWNE (Z NUTĄ DESPERACJI) lubię przede wszystkim przez interesującą wartwę tekstową, ale sam chłodny bit też wypada przy niej nieźle, nawet jeśli jest prosty.

82. Dua Lipa – Don’t Start Now

O ile w Future Nostalgia bardziej przekonują mnie zwrotki niż refren, tak Don’t Start Now kupuję w całości z jego tanecznym bitem, funkową linią gitary basowej i klawiszowymi wstawkami. Sama Dua wykorzystuje też swoje możliwości wokalne i oby tak dalej. Jej nachodzący album może być jedną z najlepszych popowych pozycji 2020 roku.

81. Cigarettes After Sex – Heavenly 

Mam mieszane uczucia co do kontynuacji działalności grupy Cigarettes After Sex, których debiutancki krążek jest jednym z moich ulubionych tej dekady. O ile na pierwszej płycie te kompozycje zaskakiwały swoim ambient-popowym, zimnym klimatem, tak teraz ciężko mi powiedzieć, bym była zdumiona nowymi utworami zespołu. Mimo wszystko z otwartymi ramionami przyjęłam proste, nieprzekombinowane Heavenly, które urzeka swoją lekkością.

80. Miley Cyrus feat. RuPaul – Cattitude 

Od niechęci do oczarowania – tak wyglądały moje kolejne odczucia podczas słuchania Cattitude. Na początku zupełnie nie kupowałam tego electropopowego numeru opartego na rapie Miley Cyrus u boku RuPaula. Teraz nie mogę oprzeć się tej energii, jaka od niego emanuje. Jestem wręcz skłonna by powiedzieć, że to jedna z najlepszych kompozycji w karierze piosenkarki, którą chętnie usłyszałabym na żywo jeszcze raz.

79. Rammstein – AUSLANDER 

Właściwie pod opis tego kawałka mogłabym podpiąć dokładnie to, co napisałam o DEUSTCHLAND – dla mnie jednak AUSLANDER wygrało jeszcze większą ilością elektroniki, ciekawszym wokalem i jeszcze większą energią – może nie aż tak mroczną, jak poprzednik, ale o wiele bardziej porywającą.

78. Bon Iver – Hey, Ma

i,i Bon Iver to płyta nie byle jaka. Raczej nie nadaje się do tego, by stanowić soundtrack do codziennych czynności, bo melodie na niej podchodzą pod skomplikowane. Jednak są na niej nagrania przystępne, a przy tym wcale nie złe. Dlatego uznałam, że to właśnie Hey, Ma – łączące folk i elektronikę nagranie – umieszczę w rankingu.

77. Deaton Chris Anthony – It’s Okay to Cry, Boy

It’s Okay to Cry, Boy nie nazywałabym typowym coverem, ale genialną interpretacją Big Girls Don’t Cry Fergie. Pierwowzór utworu był jednak prostą, popową piosenką, a Deaton Chris Anthony w swoim It’s Okay to Cry, Boy zrobił wszystko na odwrót – przez zaprzeczenie słowom Fergie, po całe mnóstwo elektronicznych eksperymentów. Zdecydowanie warte odsłuchu.

76. M83 – Temple of Sorrow 

Aby przesłuchać ten utwór należy uzbroić się w cierpliwość. Jednak warto, nawet jeśli nie planowalibyście do niego już potem wracać. Temple of Sorrow mocno czerpie z lubianego przeze mnie ambientu. Sami M83 udowadniają po raz kolejny, że chyba żaden styl w elektronicznych brzmieniach nie jest im straszny. Niech nie zwiodą was ciche dźwięki – w drugiej połowie kompozycja przekształca się w wzniosłą, głośną balladę.

75. Marlene Oak – Silver Moon

Na sukces Silver Moon złożyło się parę rzeczy – barwa głosu Marlene Oak, wspaniała aranżacja, pełna elegancji i forma, w jakiej ta ballada została nagrana. Słuchając jej mam wrażenie, że przenoszę się do standardów początków lat 60. – jednak w lepszej jakości i ciekawszej, nowoczesnej produkcji.

74. Jesse Jo Stark – Lady Bird

Lady Bird to ballada, jakich w dzisiejszych czasach mi brakuje – przepiękny, głęboki wokal artystki w połączeniu ze skromną aranżacją utworu, opartą na pianinie dają niesamowity efekt.

73. Ängie feat. Tail Whip – Dust

Wokalistka, która zaimponowała mi w 2018 roku epką Suicidal Since 1995 w tym roku wypuściła w świat kilka nowych kompozycji. Jedną z moich ulubionych zostało elektroniczne Dust, którego mroczny, basowy podkład kontrastuje z delikatnym wokalem piosenkarki.

72. Faye – Hope

Tę wokalistkę poznałam za sprawą singla Screams and Dreams wydanego w 2018 roku – zachwyciła mi się, jak wiele potrafi emocji przekazać utworem opartym wyłącznie na pianinie. Nie wiem, jak długo będę jej wybaczać, że najwyraźniej całą swoją twórczość zamierza poprowadzić na takich właśnie oszczędnych balladach, ale wciąż robi na mnie ogromne wrażenie. W zeszłym roku poznaliśmy od niej trzy nowe utwory i nadal jestem tak samo zachwycona. Najbardziej w pamięć zapadło mi Hope. 

71. Del Water Gap – Theory of Emotion

Pamiętam, jak poznałam od Del Water Gap dość grzeczną kompozycję, Let’s Pretend. Z chęcią sprawdziłam ich nowy numer, Theory of Emotion, w którym balladowe ciche zwrotki przecinają rockowe, mocno gitarowe wstawki. Cieszy mnie, że artysta jest coraz bardziej odważny i liczę, że będzie robił coraz ciekawsze rzeczy.

70. kelsey grim – boulevardier

Poznawanie nowych, mało znanych artystów jest teraz takie proste (dzięki, Spotify). Tajemnicza osobowość, na jaką trafiłam za pośrednictwem znanego serwisu streamingowego ma na swoim koncie jedynie utwór boulevardier, który szybko przypadł mi do gustu ze swoim specyficznym, zimnym, gitarowym brzmieniem.

69. Bovska – Leżałam

Jak na razie zanosi się na to, że Bovska ogranicza specyficzne dźwięki na rzecz tych bardziej przystępnych. Ale wcale nie mam jej tego za złe i w całości kupuję od niej nowy singiel, Leżałam, który zapowiada nadchodzący krążek artystki. Elektroniczny podkład zapada w pamięć, a jednocześnie nie jest kiczowaty.

68. sanah – Bez słów 

Trafiłam na tę wokalistkę przez samego Dawida Podsiadło – debiutująca artystka nagrała specyficzny cover łączący trzy piosenki piosenkarza. Automatycznie poznałam także autorską kompozycję sanah – indie-popowe, delikatne Bez słów, wspaniale wypadające ze słodkim wokalem piosenkarki.

67. Rosie Carney – Orchid 

Muszę przyznać, że Rosie Carney zupełnie oczarowała mnie stylistyką, w jakiej utrzymany został jej krążek. Utrzymane w stylu lo-fi, melancholijne Orchid jest jedną z moich ulubionych pozycji z tej płyty Bare.

66. Yak – Words Fail Me 

W kompozycji grupy Yak dużo się dzieje – sporo tu instrumentów i mieszania stylistyki. Głośny początek przywodzi mi, nie wiedzieć czemu, na myśl dokonania Neutral Milk Hotel. Te huczne fragmenty przecinane są przez ciche, balladowe fragmenty, w których wyraźnie słyszalna jest gra perkusji, nadająca tej piosence folkowego wydźwięku. Całość robi wrażenie.

65. Taco Hemingway feat. Dawid Podsiadło & Rosalie. – SANATORIUM 

Bardziej niż samo wykonanie Taco Hemingwaya w SANATORIUM robi na mnie wrażenie delikatny bit, który jednak podbity basem zyskuje wyrazistość, oraz łagodny śpiew Rosalie., która dodała tej kompozycji lekkości. To jedna z ciekawszych pozycji od rapera.

64. Andrew Bird – Sisyphus

Singiel promujący najnowszy album artysty – My Finest Work Yet – zdołał mnie urzec swoim surowym klimatem, który uzyskano przede wszystkim przez wyrazistą grę perkusji. Całość balansuje gdzieś na granicy indie-rocka i -folku, jednocześnie zachowując fragmenty lekkości podczas momentów, w którym melodia jest gwizdana.

63.  Baleia – A Mesma Canção

Epka grupy Baleia to jedno z moich tegorocznych najciekawszych odkryć. Wprawdzie słuchając takiego A Mesma Canção może się zdawać, że panuje tu chaos, jednak mi on bardzo odpowiada. Eksperymentalne brzmienie gitary z elektroniką, intrygującym głosem wokalistki i dynamiczną perkusją daje ciekawy efekt.

62. Haux feat. Rosie Carney – Eight

Poza swoim debiutanckiem krążkiem Rosie Carney w tym roku zaśpiewała u boku również początkującego Hauxa. Efektem ich współpracy jest melancholijna, świetna w swojej prostocie ballada Eight. 

61. Rosie Carney – 

Mówiąc już o Rosie Carney, nie mogłabym ominąć 7 – pozornie skromnej, ale w rzeczywistości ciekawie rozbudowanej kompozycji, której patosu nadała gra instrumentów smyczkowych, która wypełnia przestrzeń między pojedynczymi uderzeniami w klawisze pianina. Również jej dynamika odpowiada za wzniosłość i intrygujący efekt końcowy.

60. Mery Spolsky – Kosmiczna Dziewczyna

Kosmiczna Dziewczyna to jeden z dwóch balladowych momentów na krążku Dekalog Spolsky. To porcja solidnej, wyrazistej elektroniki, która rzeczywiście przywołuje na myśl kosmiczną przestrzeń. Jak zawsze towarzyszy jej także intrygująca warstwa tekstowa, w której centrum tym razem znalazły się cekiny.

59. Melanie Martinez – Recess 

Recess jest wyjątkowe, bo to jedna z nielicznych utworów z K-12, w której podoba mi się zarówno tekst jak i muzyka. Słodka melodia grająca w rytm walczyka niczym z pozytywki kontrastuje z słowami refrenu: Don’t let them fuck you, honey. 

58. Baleia – Eu Estou Aqui 

Ta kompozycja od grupy wygrała ze swoim poprzednikiem z tego rankingu tym, że nie jest tak nachalna jak A Mesma Canção. Eu Estou Aqui to oparta na linii basu ballada. Całość nie jest już tak chaotyczna i wypada lepiej – bardziej intrygująco i tajemniczo.

57. Sprout – In the Night (It’s Only You I Think Of) 

Kolejna kompozycja w moim zestawieniu, która zawładnęła moim umysłem, a jest niezwykle skromna. Ponownie witamy się tu z gatunkiem lo-fi, tym razem wyłącznie przy dźwiękach pianina. Jednak wokal samej Sprout jest zupełnie obłędny i przypomina mi to, co robiły wielkie wokalistki w latach 50. To on jest powodem, przez który In the Night (It’s Only You I Think Of) jest tak wyjątkowe.

56. The Lumineers – Life In The City

Life In The City jest jedną z najbardziej wyrazistych kompozycji z albumu III od grupy The Lumineers. Mimo, że całość zachowuje formę folkowej ballady, łatwo wpada w pamięć i refren ciężko wypada z głowy. Chętnie sprawdziłabym jej koncertowy potencjał.

55. Taylor Swift – It’s Nice To Have A Friend

Nie do końca umiem się przekonać do albumu Lover, choć zbiera coraz więcej pozytywnych ocen w kolejnych recenzjach. Ja na razie zabrałam ze sobą jedynie It’s Nice To Have A Friend – uroczą, krótką balladę urozmaiconą grą trąbki i śpiewem chórku.

54. Daria Zawiałow – Gdybym Miała Serce

Powoli, piosenka po piosence staram się dostrzegać dobre strony Helsinek Darii Zawiałow, które chyba za szybko skreśliłam z listy albumów, które mają szansę zdobyć moje uznanie. Nie wiem jednak czy tak chętnie podjęłabym się przekonywania do tych kompozycji, gdyby nie koncerty artystki, podczas których utwory brzmią o wiele bardziej wyraziście. Jak na razie jedną z pozycji, po które sięgam z przyjemnością jest Gdybym Miała Serce, podszyte subtelną elektroniką i hipnotyzującą perkusją.

53. Billie Eilish – everything i wanted

Nie spodziewałam się, że od Billie Eilish dostaniemy w tym roku jeszcze jakąś kompozycję – w końcu ma za sobą wydanie debiutanckiego (bardzo udanego) krążka. A jednak, z zaskoczenia dostaliśmy pulsujące, elektroniczne everything i wanted, w którym mamy to, za co Billie lubimy najbardziej – charakterystyczny wokal, tajemniczość, mądry tekst i wpadający w ucho refren.

52. Ariana Grande feat. Chaka Khan – Nobody 

Od niechcenia sięgnęłam po tegoroczny soundtrack z Charlie’s Angels. Nie wyniosłam z niego dla siebie właściwie nic, poza tą własnie jedną piosenką. Ciekawe Nobody to miła odskocznia od często nudnego w tym roku radiowego popu i zdecydowane zaskoczenie po niezbyt porywającym thank u, next, do którego wcale nie miałam ochoty wracać. Mamy tu interesujące, niebanalne brzmienie i wspaniałe wokale z Chaką Khan u boku Grande.

51. serpentwithfeet feat. Ty Dolla $ign – Receipts

Ta kompozycja to żywy dowód na to, jak zaskakująco można poprowadzić piosenki hip-hopowe. Z rapu da się wycisnąć balladę opartą na pianinie. Nie spodziewałabym się, że Ty Dolla $ign zdecyduje się na kolaborację w takim klimacie. Nie można też nie docenić wspaniałych, równych wokali serpentwithfeet, który bardzo lubi serwować słuchaczom specyficzne utwory.

 

 

 

 

 

 

2 Komentarze

Dodaj komentarz