100 NAJLEPSZYCH UTWORÓW 2019 ROKU! – część druga (50-1)

50. Yellow Days – It’s Real Love

Od roku jestem oczarowana Yellow Days – wokalistą o charakterystycznej barwie głosu, która dla mnie jest nie do podrobienia. Nie wiem, czy It’s Real Love jest zapowiedzią jakiegoś większego projektu. Z pewnością nie jest to brzmienie odkrywcze w kontekście reszty twórczości artysty, ale zawiera ten specyficzny, bluesowy klimat, jaki u muzyka uwielbiam.

49. Natalia Przybysz – Przestrzeń

Lubię nową płytę Natalii Przybysz – sporo na niej dobrych utworów. Moje serce skradła ballada Przestrzeń z ciekawym brzmieniem gitary, nadającym jej trochę bluesowego wydźwięku. To mój highlight z Jak Malować Ogień.

48. Olivia O. – The 44

Jestem pewna, że The 44 nie każdemu przypadnie do gustu. To specyficzne nagranie, dla którego nawet określenie „z gatunku lo-fi” to za mało. Ten utwór jest nagrany naprawdę w niskiej jakości, ale być może to jest właśnie powodem, dla którego wydaje mi się tak intrygujący.

47. Daria Zawiałow – Kryzys Wieku Naszego

Naprawdę rzadko sprawdzam utwory z edycji deluxe albumów, a już na palcach jednej ręki mogłabym policzyć te, których słuchałabym potem sporo. A jednak Darii Zawiałow udało się sprawić, bym Kryzys Wieku Naszego zapisała na stałe w mojej playliście. Uwielbiam zarówno zadziorną warstwę muzyczną tej kompozycji, jak i tekst, przepełniony ironią i zabawą słowem.

46. Foster The People – Pick U Up

Nie od dziś mam słabość do funk-popu. Dlatego nie potrzebowałam dużo czasu, by pochłonął mnie najnowszy utwór Foster The PeoplePick U Up jest naprawdę hipnotyzujące i porywające do tańca. To wspaniały kawałek na poprawę nastroju.

45. Mark Ronson feat. Diana Gordon – Why Hide

Podczas gdy wszyscy zachwycili się Nothing Break Like A Heart Late Night Feelings, ja wyciągnęłam z tej płyty dla siebie coś innego – między innymi ładną balladę Why Hide inspirowaną brzmieniami R&B.

44. Miley Cyrus feat. Swae Lee & Mike WiLL Made-It – Party Up The Street

Epka SHE IS COMING była moim soundtrackiem tegorocznych wakacji – zdecydowanie Miley Cyrus gościła wtedy w moich głośnikach więcej niż ktokolwiek inny. Kiedy ostatnio wróciłam do Party Up The Street poczułam tęsknotę za tym okresem. To jedna z moich ulubionych pozycji z tego krótkiego wydawnictwa – kompozycja oparta na chłodnym bicie, nie typowo smutna, ale mająca w sobie pewną melancholię.

43. Charlotte Lawrence – God Must Be Doing Cocaine

Trafiłam na God Must Be Doing Cocaine zupełnie przez przypadek i odtworzyłam ją niezwykle zaintrygowana tytułem. Okazało się, że muzycznie to też spora atrakcja – utwór Charlotte Lawrence jest specyficzną balladą z elektronicznymi rozwiązaniami.

42. Billie Eilish – bad guy 

Zapewne ludzkość jest już w momencie, w którym wszyscy mają serdecznie dość wszechobecnego przeboju bad guyMi po milionie odtworzeń też się trochę przejadł, ale nadal uważam, że to dobra piosenka i wciąż tak samo wciągająca, jak przy pierwszym odsłuchu.

41. The National – I Am Easy To Find

Tytułowe nagranie z tegorocznego krążka The National to bardzo skromna kompozycja – jedna z bardziej oszczędnych na tej płycie. Jednocześnie udało jej się być bardzo poruszającą i zachować niezwykłą harmonię. Spora w tym zasługa kobiecego wokalu dodającemu temu utworowi lekkości.

40. The Lumineers – Donna

Kompozycja otwierająca III – tegoroczną płytę The Lumineers – szybko zachęca do tego, by zostać po więcej. To ładna ballada oparta na cichych, delikatnych uderzeniach w klawisze pianina i emocjonalnym wokalu.

39. Hozier – Movement 

Najnowsza płyta Hoziera ma jedną wadę – jest za długa. Dlatego średnio miałam ochotę wracać do niego w całości, ale z przyjemnością zapisałam u siebie Movement. Podoba mi się kontrast cichych, harmonijnych zwrotek z głośno odśpiewanym, emocjonalnym refrenem.

38. Kari Faux feat. Curren$y – IN THE AIR

IN THE AIR to jeden z najprzyjemniejszych momentów bardzo udanej epki CRY 4 HELP Kari Faux – wykonana u boku rapera Curren$y bujającaballada w stylu R&B jest naprawdę dobrze wyprodukowana i sporo czerpie z soulu.

37. Madonna – Dark Ballet

Dark Ballet to naprawdę odważny krok ze strony Madonny – szczególnie patrząc w kontekście tego, że królowa popu zdecydowała się wybrać ją na jeden z singli promujących jej najnowszą płytę, Madame X. W tej kompozycji dzieje się sporo. Zaczyna się przy wolnej elektronice, jednak zaraz potem dostajemy fragment utworu samego Czajkowskiego. To jedna z najbardziej eskperymentalnych piosenek 2019 roku.

36. Lana Del Rey – Fuck it I love you 

Powiem z góry – nową płytę Lany Del Rey uznaję za majstersztyk i jedną z najlepszych pozycji w jej dyskografii, a na pewno taką, która trzyma poziom poprzednich. Fuck it I love you to jeden z wielu utworów, którymi udało jej się mnie zachwycić. Najbardziej podoba mi się wysoki, emocjonalny śpiew w refrenie i chaotyczna, niebanalna końcówka.

35. Coldplay – Daddy

Muzyka w nieunikniony sposób często łączy się z naszymi emocjami. Mało co jednak potrafi w moich oczach wywołać łzy. Do grona tych nielicznych utworów zawitało w tym roku Daddy zespołu Coldplay. To bardzo prosta ballada oparta na dźwiękach pianina i emocjonalnym wokalu Chrisa Martina. Poruszający tekst sprawił, że całość wypada jakby była do reszty przesiąknięta smutkiem i tęsknotą. Muzycznie to wspomnienie tego, co zespół nagrywał za czasów Ghost Stories.

34. Kwamie Liv – I Will Always Love You

Dawno żaden cover I Will Always Love You nie zrobił na mnie takiego wrażenia, jak ten autorstwa Kwamie Liv. Uważam, że często ta kompozycja występuje w zbyt „napompowanych” aranżacjach – za dużo w nich patosu, który z czasem robi się nudny i już nie zaskakuje. Dlatego uwielbiam Kwamie za to, że w swojej wersji postanowiła trzymać się prostoty. Więcej tu emocji niż kombinowania i prób popisania się wokalem. Ostatecznie wszystko wychodzi na plus.

33. The Dumplings – Bez słów 

Omal nie zapomniałam, że choć The Dumplings nie wydali w zeszłym roku nowej płyty (nie ma się co dziwić – w 2018 pojawił się niezwykle udany Raj), poczęstowali nas pojedynczymi utworami. Jednym z nich było Bez słów – chwytliwa kompozycja, po której zapętlony wokal Justyny Święs na długo nie wychodzi z głowy.

32. YMA feat. Lau e Eu – Sun and Soul

YMA zupełnie zauroczyła mnie swoją epką Par de OlhosSun and Soul to jedna z moich ulubionych piosenek z tego krążka, o funk-popowym brzmieniu, ale jednocześnie zachowanej lekkości.

31. Coldplay – Trouble In Town

To, co zrobili w tym roku Coldplay na Everyday Life przerosło moje wszelkie oczekiwania. Ciężko porównać tę płytę do jakiejkolwiek innej w dyskografii zespołu. Trouble In Town skradło moje serce bardzo szybko. To cicha, surowa, melancholijna pozycja podbita grą gitary basowej i perkusji. W pewnym momencie staje się mroczna i psychodeliczna, co robi ogromne wrażenie.

30. The Lumineers – My Cell

Akustyczna, indie-folkowa ballada oparta na grze gitary nie robiłaby takiego wrażenia, gdyby nie prawdziwie emocjonalny śpiew Wesleya Schultza. Wspaniale wypada też głośna, podchodząca pod psychodelię końcówka.

29. WILLOW – Time Machine

WILLOW to jedno z najlepszych tegorocznych wydań. Ciężko uwierzyć, że tak młoda osoba tworzy utwory na takim poziomie. Jednym z moich faworytów została ballada Time Machine o przestrzennym, delikatnym, gitarowym brzmieniu.

28. Madonna – Killers Who Are Partying

To kolejna pozycja, w której warstwa liryczna robi swoje. Killers Who Are Partying to kompozycja w dwóch językach: angielskim) i portugalskim (refren). Tekst porusza tematykę jednych z największych problemów współczesnego świata – od dyskryminacji osób LGBT, przez głód, ubóstwo, przedmiotowe traktowanie kobiet i wojny po wykorzystywanie dzieci. Ciężko przejść obok niej obojętnie.

27. Miley Cyrus – Mother’s Daughter

Mother’s Daughter może i czysto muzycznie nie stoi na moim podium piosenek Miley Cyrus, ale w połączeniu z tekstem wychodzi z niego prawdziwa power-song. To najmocniejsza pozycja z SHE IS COMING, w której padają odważne słowa: Don’t fuck with my freedom. Kompozycji towarzyszył teledysk, który też narobił w internecie trochę szumu.

26. WILLOW – Female Energy, Part 2

W tym krótkim utworze podoba mi się pokazana siła wokalu WILLOW. Muzycznie to ciekawa, choć prosta ballada, w której gitara akustyczna przeplata się z basową na tle grającej jednostajnie w rytm walca perkusji.

25. Tęskno – Bzdury

Chociaż Tęskno zadebiutowali w 2018 krążkiem Mi, w 2019 już wydali kolejny singiel – Bzdury przekonały mnie do siebie szybko swoim surowym klimatem i uzyskanym efektem niepokoju przez niskie dźwięki fortepianu.

24. Generation Lost – Rainy Day

Rainy Day to jedna z najciekawszych elektronicznych propozycji tego roku. Kompozycja patrzy w stronę gatunku R&B. Ciekawe jest tu zastosowanie gry trąbki, która przy subtelnym, elektronicznym bicie wypada naprawdę nietypowo. To prawdziwie chillująca pozycja.

23. Bitamina – Prezydent 

Muzycznie u Bitaminy niewiele się zmieniło. Jednak na swojej płycie lirycznie najbardziej muzycy poruszyli mnie Prezydentem, który zaintrygował zabawą głosem wokalisty oraz warstwą tekstową: Posadzili mnie na tronie, pytajcie o wszystko chętnie odpowiem. Co z Bogiem? Czy jest? Czy go nie ma? I czy jedno albo drugie coś zmienia? Gruby temat – pozwól, że zacznę od przerwy. Nic to nie dało, wybacz, o co innego pytaj. Tyle jest pytań, a ty trudne zadajesz, kto cię wpuścił? 

22. Mery Spolsky – KA

Po raz kolejny pozwolę się pochylić nad warstwą tekstową. Choć najpierw warto zaznaczyć, że KA jest pewnego rodzaju parodią najpopularniejszych, hiphopowych utworów, które podbijają amerykańskie listy przebojów. Lirycznie Mery Spolsky zajęła się popularnym polskim przekleństwem, jednocześnie publikując jeden z najlepszych tekstów w jej dorobku. Wokalistka próbuje nas namówić do przeklinania ze smakiem, bo między „kurwa” a „kurwa” różnica jest normalnie.

21. The National – Hairpin Turns

Kiedy pisałam recenzję I Am Easy To Find określiłam singiel Hairpin Turns czymś pomiędzy chęcią eksperymentu a „starym, dobrym” The National. Podtrzymuję te słowa, wciąż z przyjemnością goszcząc w słuchawkach tę kompozycję.

20. Ralph Kaminski – Tata

Rzadko Ralph Kaminski porywał mnie lirycznie, ale tym razem mu się udało. Choć tekst ballady Tata nie jest specjalnie skomplikowany, bym siedziała nad nim i głowiła nad interpretacją, to właśnie jego bezpośredniość uderza najbardziej. Tak samo jak Daddy Coldplay, tak Tata Ralpha przepełnione jest szczerym smutkiem.

19. Coldplay – Cry Cry Cry

Cry Cry Cry ogłaszam najbardziej uroczym nagraniem z Everyday Life. Ciężko mi się nie uśmiechnąć słuchając tej ballady stylizowanej na styl retro i przywołującej na myśl lata 60. Wykonana u boku Jacoba Colliera kompozycja zostawia same pozytywne wrażenia.

18. Lana Del Rey – Doin’ Time

Określiłam Doin’ Time najbardziej chillującym momentem z Norman Fucking Rockwell! i tego się trzymam. To niezwykle udany cover, który w moim odczuciu pobił oryginał. Wersja Lany ma w sobie więcej lekkości, naturalności i luzu.

17. Thiago Pethit – Rio 

Trwające niecałe półgodziny tegoroczne wydawnictwo Thiago Pettit to jedno z najlepszych w tym roku. Jednym z moich ulubionych momentów epki jest utwór Rio – akustyczna, gitarowa ballada uzupełniona grą trąbki i głębokim, hipnotyzującym wokalem artysty.

16. Madonna – God Control

God Control to przebój na miarę królowej popu. Muzycznie nawiązuje do disco-klimatu niemal takiego, jak z lat 90., a jednocześnie wykorzystuje chóralne wstawki. Wpada w ucho, a jednocześnie niesie za sobą ważne przesłanie, które sprowadza się do refleksji nad przemocą z użyciem broni w Stanach Zjednoczonych.

15. Mery Spolsky – FAK

FAK poznałam w styczniu przy okazji koncertu Mery Spolsky w Rzeszowie – i odtąd towarzyszył mi cały rok, a ja z podekscytowaniem wypatrywałam jego studyjnej wersji. Pamiętam jak wielkim szokiem była dla mnie chwila, w której artystka zaczęła rapować. Jej nawijka zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Dopiero potem jednak rzeczywiście doceniłam przesłanie utworu – złym myślom pokazujemy tytułowego faka, by nie zwiodły nas na mówienie o nikim (w tym sobie) źle. Głośne, elektroniczne, odważne wstawki mają takie właśnie myśli zagłuszać. W moim przypadku dobrze spełniają swoją rolę.

14. Balthazar – You’re So Real

You’re So Real zdaje się być najzwyklejszą, bujającą indie-balladą. I pewnie nie znalazłaby się w tym zestawieniu tak wysoko, gdyby nie to, że w pewnym momencie otrzymujemy niesamowitą, instrumentalną wstawkę saksofonową, wnoszącą do niej jazzowego klimatu. Jednocześnie kompozycja cały czas zachowuje płynność i nie odskakuje w abstrakcyjne brzmienia. Już dawno nie słyszałam czegoś tak doskonale ułożonego.

13. Thomas Azier – Strangling Song

Thomas Azier jak mało kto potrafi tworzyć utwory, które wpadając łatwo w pamięć są jednocześnie zupełnie wyjątkowe i niebanalne. Strangling Song należy do czołówki moich bangerów 2019. Porusza mnie głębokim wokalem, energią refrenu i dziwacznymi instrumentalnymi wstawkami. To takie piosenki chciałabym słyszeć w radiu zamiast kolejnych, nijakich przebojów jednego sezonu.

12. Billie Eilish – WHEN I WAS OLDER

WHEN I WAS OLDER było jedną z pierwszych, jeśli nie pierwszą piosenką wydaną w 2019 roku, jaką usłyszałam. I od razu wiedziałam, że w moim podsumowaniu jej nie zabraknie. Jej mroczny klimat, śpiew ukryty za znośną warstwą auto-tune’u, który momentami bardziej przypomina mruczenie, basowy bit przy wygrywanej od początku, wyższej melodii dają razem niesamowity efekt. To elektronika naprawdę wysokiej jakości, jakiej chciałoby się więcej.

11. Lana Del Rey – Season Of The Witch 

Kolejny – i ostatni już – cover w zestawieniu. Season Of The Witch w wykonaniu Lany Del Reyporwało mnie od pierwszego przesłuchania. Nagrany na potrzeby Scary Stories to Tell in the Dark ma w sobie o wiele więcej mrocznego klimatu i tajemnicy niż oryginał Donovana z lat 60. Brzmi świeżo, jednocześnie nie popadając w typowo modne brzmienia.

10. Lana Del Rey – Bartender

Kolejna kompozycja, która zachwyciła mnie swoją harmonią. Tutaj możemy zachwycać się pięknym wokalem Lany Del Rey na tle hipnotyzującego pianina. W tym powolnym utworze nie dzieje się wiele, ale trudno się mu oprzeć. Kiedy go słucham mam wrażenie, że dźwięki pianina krążą wokół moich uszu zabierając mnie w zupełnie inną przestrzeń. Głos wokalistki natomiast zupełnie pochłania, kiedy zniża się niemal do szeptu.

9. Thiago Pethit – Teu Homem

Jak już pisałam, Thiago Pethit zupełnie mnie oczarował w zeszłym roku. Stawiam go na pierwszym miejscu moich zeszłorocznych odkryć. Moim numerem jeden od artysty jest utwór Teu Homem –wpadający w ucho kawałek, w którym idealnie zagrana melodia na trąbce wybrzmiewa na tle jednostajnego bitu, dając bardzo elegancki efekt końcowy. Mamy tu też gitarę i nieco „leniwy” śpiew. Słuchać takich rzeczy to sama przyjemność.

8. Billie Eilish – xanny

Chciałabym, by wszyscy młodzi wykonawcy mieli w sobie tyle odwagi na eksperymenty, wrażliwości i inteligencji jak Billie Eilish. Nie obchodzą mnie głosy, które mówią, że muzyka wokalistki jest przereklamowana, a od niej samej bije fałsz. Wciąż trzymam się zdania, że to jedna z najbardziej utalentowanych artystek naszego pokolenia. xanny zaczyna się jak – z pozoru – każda inna ballada, jednak bas, który pojawia się w refrenie i śpiew Billie przechodzący z jednego ucha do drugiego to coś nieprawdopodobnego. Bridge, w którym wyraźnie słyszalna jest także perkusja również robi wrażenie. Aż do samej końcówki, ograniczającej się do śpiewu a capella, ta kompozycja trzyma w napięciu. Dzieje się w niej mnóstwo a jednocześnie nie ma tu ani trochę bałaganu.

7. Ralph Kaminski – Klub D

Ogromnie szanuję Ralpha Kaminskiego za wypuszczenie w świat tego utworu. Kompozycja Klub D to nie tylko wspaniała muzyczna wędrówka poprzez psychodeliczne, mroczne rejony, w jakie zabiera nas niska gra pianina, marszowe rytmy podszyte werblami i dziecięcy chórek, ale także niebanalna opowieść o zmaganiach z depresją. Mój numer jeden z płyty Młodość i całej dyskografii artysty.

6. Mery Spolsky – Szafa Meryspolsky

Kolejny przykład przeszywającej na wskroś elektroniki. To niezwykłe, jak bardzo liryczna warstwa Szafy Meryspolsky współgra z tą muzyczną. Powolne zwrotki zostały postawione obok mocnych, nadchodzących z zaskoczenia elektro-wstawek. Wyraźny śpiew Mery Spolsky nie pozwala, byśmy przeszli obojętnie obok tego co chce nam przekazać – a jest to wspomnienie jej zmarłej mamy. Utwór rzeczywiście został nagrany w szafie, w której pozostawione były wspominane w utworze części garderoby. Choć mnóstwo w tej piosence tęsknoty, wcale nie jest ona płaczliwa. O wiele więcej w niej czystej mocy niż typowej melancholii.

5. Lor – Bonum

Może i nie sięgałam po debiutanckie Lowlight od Lor specjalnie często, ale tylko i wyłącznie dlatego, że płyta ta jest tak wyjątkowa, że trudno jej słuchać w byle jakich warunkach. Pamiętam jednak dokładnie chwilę, gdy pierwszy raz usłyszałam Bonum – nagranie otwierające ten album. Kompozycja rozpoczyna się chóralnym śpiewem (który potem zresztą powraca), a jej harmonia robi wrażenie nie do opisania. Gra skrzypiec współgrająca z pianinem i delikatnym wokalem Jagody Kudlińskiej brzmią razem przepięknie.

4. Coldplay – Arabesque 

Pamiętam, że kiedy Coldplay zapowiedzieli nową muzykę, podeszłam do tej informacji z dystansem. Wprawdzie epka Kaleidoscope była dosyć udana, ale nadal miałam w głowie koszmarek w postaci A Head Full Of Dreams. Kiedy grupa na chwilę w 2018 roku stała się Los Unidades i wydała m.in. takie popowe piosenki jak E-Lo czy Voodoo, już na siłę próbowałam muzyków usprawiedliwiać, że może i jak na radiówkę to wcale nie jest tak źle. Obawiałam się, że przy ich najnowszej płycie też będę musiała się nieźle wysilić, żeby powiedzieć coś pozytywnego. A tymczasem oniemiałam, kiedy odtworzyłam po raz pierwszy Arabesque. W tak surowym klimacie słyszałam Coldplay ostatnio chyba w 2001 roku, na A Rush Of Blood To The Head – choć nowy utwór w ogóle nie przypomina  tego, co wtedy robili. Kompozycja jest bardzo rozbudowana, a największym zaskoczeniem jest mocno eksperymentalne solo saksofonu.

3. Lana Del Rey – Cinnamon Girl

Lana Del Rey, jak widać, zupełnie skradła mi w tym roku serce. Muszę przyznać, że doceniłam tę kompozycję po czasie. Dzisiaj uwielbiam do niej wracać – szczególnie w te zimne dni. Zachwycają mnie jej lekkość oraz żywe instrumenty przeszyte bardzo subtelnymi, ale dobrze słyszalnymi elektronicznymi wstawkami, które sprawiają, że ten utwór naprawdę można przeżywać. Zimne brzmienie gitary i niosący się, cichy wokal, który raz jest poprowadzony w niższe, a raz w wyższe, słodsze rejony. Chociaż amerykańska wokalistka, można powiedzieć, zbudowała swoją całą markę na smutku, nigdy nie było go tak wiele jak na Norman Fucking Rockwell! – a dla mnie kumuluje się on najbardziej właśnie w Cinnamon Girl.

2. Nick Cave & The Bad Seeds – Waiting for You 

Los szczęścia sprawił, że miałam okazję wysłuchać płyty Ghosteen podczas przedpremierowego odsłuchu. To było niezapomniane przeżycie, choć nie ukrywam, że sam album to nie lada wyzwanie, jeśli chodzi o odbiór – jest trudny, lecz niesamowity i warty swojego czasu. Kiedy wyszłam ze studia po północy, gdy krążek już był dostępny w serwisach streamingowych, pierwsze co zrobiłam to wyszukałam Waiting for You. Pełny cierpienia śpiew Nicka Cave’a jest dla mnie definicją najnowszego wydawnictwa muzyków. To płyta pełna bólu i smutku, z której te emocje aż wypływają, bo niewiarygodnym jest, by zmieścić je w nieco ponad godzinie muzyki.

1. Woodkid – Otto

Nie każdemu podchodzi to, co Woodkid zrobił na tegorocznym Woodkid For Nicolas Ghesquiere – Louis Vuitton Works One. To seria utworów, które służyły jako podkład muzyczny dla wybiegów mody znanej luksusowej marki. Dla mnie muzyk osiągnął w Otto artystyczne wyżyny. Muzyka, z jaką się spotykamy dla mnie idealnie odpowiada temu, z czym kojarzy się dom mody Louis Vuitton – to klasa, luksus i jednocześnie innowacyjność. Dlatego nic dziwnego, że w Otto słyszymy chóralny śpiew i grę instrumentów smyczkowych, które potem przecina elektroniczna produkcja oparta na eksperymentalnych brzmieniach. W utworze dzieje się naprawdę dużo – i długo też trwa. Ale myślę, że te 8 minut jest warte efektu.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

6 Komentarzy

  • Chyba będę musiał jeszcze kilka razy wrócić do Twojego zestawienia (spotifajowa plejlista by się przydała), bo kilku propozycjom chciałbym się jeszcze przyjrzeć bliżej. Ogólnie cieszy mnie obecność „God Control” Madonny i „Trouble In Town” Coldplay. Ten ostatni mocno namieszał mi w głowie, a wklejony w środku dialog z policjantem uważam za coś absolutnie genialnego. Bardzo podoba mi się też Twój numer 1. Super zakręcony, ale całościowo naprawdę na plus i aż szkoda, że nie słyszałem go wcześniej. No i cieszę się, że na coś się moje wpisy przydały, bo cover „I Will Always Love You” w wykonaniu Kwamie Liv jest naprawdę nieprzeciętny.

    Pozdrowienia! 🙂

  • Wielu utworów z Twojego zestawienia nie znam, ale po fragmentach już wiem, że muszę się z nimi zapoznać. Fajnie widzieć tutaj Mery, Coldplay, Bitaminę i Miley.
    Zapraszam na nowy wpis i pozdrawiam 🙂

  • Ooo zaskoczył mnie #1. Ja u siebie nic z epki Woodkida nie miałam, bo bardziej podobają mi się jego starsze kawałki, ale i tak z niecierpliwością czekam na drugi album.
    Super widzieć sporo propozycji od Lany, Madonny czy pojedyncze tracki od Nicka, Balthazar czy Willow (choć tu akurat x2).

Dodaj komentarz